|
|
Refleksje Zity - recenzja książki

Pani Beato, Po lekturze – Blondynka wśród łowców tęczy, pragnę przekazać na gorąco swoje refleksje, bo książki Pani mają to do siebie, że nie można przejść obok nich obojętnie, przy ich lekturze się nie zasypia, pozostawiają optymizm, jednakże zmuszają właśnie do refleksji.
1. Do rozdz.11 – Dzikie orchidee Zgadzam się co do tego, że nie należy nikogo uszczęśliwiać na siłę, ale każdy powinien mieć możliwość wyboru. „Indianie w amazońskiej dżungli, jak dzikie piękne orchidee” Zabrzmiało mi to, tak jakby wśród homo sapiens byli ludzie i Indianie - dzikie piękne orchidee. Wydaje mi się, że wśród Indian jest, jak jest, bo oni nie widzieli świata i nie wiedzą, jak jest gdzie indziej, (dlatego warto podróżować, aby poznać świat), ale gdyby wiedzieli to może woleli by np. idąc w dżunglę włożyć adidasy.
Fakt, iż spostrzegła Pani, że Indianki przyglądały się butom, komentowały spostrzeżenia, prawdopodobnie wzbudził u nich zazdrość i pożądanie, pragnienie posiadania takich butów (bo innych nie widziały). Tak samo jak ta dziewczynka stojąca na progu chaty, przyglądająca się Pani, odjeżdżającej do innego świata. Miała w oczach dziwne spojrzenie, a może ona marzyła o tym, aby wyrwać się kiedyś z tego miejsca, w którym do tej pory żyła i pojechać tam, gdzie żyją inni ludzie, tak jak Pani, Pani Beato.
Uważam, że Indianie, tak jak każdy człowiek, chętnie się uczą i są ciekawi świata i gdyby tylko mieli okazję, będą chcieli korzystać ze zdobyczy(osiągnięć) cywilizacji. Przecież nie są to stworzenia, które należy umieszczać w ogrodach zoologicznych, oni też mają prawo do rozwoju i cywilizacji, oczywiście w zakresie, jaki jest dla nich akceptowalny. Skoro dotarła do nich biała kobieta z innego świata, dotrą i inni lidzie, a Indianie z czasem nie będą chcieli uchodzić za ostatnich nędzarzy tego świata.
Według mnie, Indianin to taki sam człowiek jak ja, tylko urodzony w innej szerokości geograficznej, w innym klimacie i dlatego może chodzić nago, bo odzienie jest tam zbyteczne, ale gdyby ten sam Indianin przyjechał do Europy, dostał by gęsiej skórki, a zimą zamarz bez ubrania, więc raczej warunki klimatyczne dyktują postępowanie - ukształtowanie nawyków kulturowych, a buty jeśli mieli by wybór na pewno by im nie zaszkodziły i wiele innych zdobyczy cywilizacji, trzeba tylko ich zapytać, czy tego sobie życzą, oni – tubylcy mają prawo wyboru.
Na pewno Pani Beato, gdy odwiedzi ich Pani za parę lat, będą mieli te buty ( i nie tylko), bo ktoś inny im dostarczy, a oni chętnie je wezmą. Procesu globalizacji nie zatrzymamy.
Przypomina mi się w tym miejscu moja historia z przed lat, nie tak egzotyczna, bo z pobytu w naszych polskich górach, gdy byłam z córką na leczeniu klimatycznym. Kwaterę miałyśmy wynajętą w zagrodzie góralskiej, z którą to rodziną bardzo się zaprzyjaźniłam. Jednego dnia wybierałam się do miasta po uzupełnienie zapasów żywności, a ponieważ od dłuższego czasu lało, ubrałam się stosownie do pogody w kalosze, modny wówczas „ortalion” i parasol. Góralka w pewnej chwili zwróciła mi uwagę, że do miasta nie wypada jechać w kaloszach i powinnam założyć pantofle. Ta sama Góralka , innym razem zwierzała mi się, że ona bardzo lubi, gdy przed jej domem letnicy porozkładają leżaki i opalają się w ładnych kostiumach kąpielowych; wtedy cała wieś jej zazdrości, że ma kontakty z „eleganckim światem”. Należy dodać, że rodzina ta początkowo była bardzo biedna, z czasem przez kontakty „z eleganckim światem”, poprawiła swoje warunki bytowania, zaś synowie Góralki, a miała ich czterech, przenieśli się do miasta i pokończyli wyższe uczelnie. Zatem mimo wspaniałego górskiego powietrza, górskiej fauny i flory, oni wybrali miasto.
2. Do rozdz. 16 – Blondyn w dżungli Zabawna historia ukazująca brak wyobraźni, bezradność mężczyzn, a można to chyba uogólnić - bo mogła się zdarzyć podobna historia z kobietą, - osób, które decydują się na podróż w warunkach ekstremalnych nie będąc do tego odpowiednio przygotowanym, w tym przypadku psychicznie, bo jak Pani wspomina, obaj panowie technicznie byli odpowiednio wyposażeni.
W tym miejscu przypominają mi się znowu z własnych doświadczeń, obrazki jakie na co dzień możemy oglądać w naszych górach: np. panie wspinające się po wąskiej, stromej ścieżce w pantoflach i wąskiej spódnicy! Pani Beato podziwiam Pani cierpliwość i wyrozumiałość w takiej sytuacji, też uważam, że wyciągnęła Pani słuszne wnioski z tego doświadczenia.
3. Dodatek specjalny – Wszystko co chcielibyście wiedzieć o bananach, ale nie wiedzieliście, że można o to zapytać oraz - Kuchnia bananowa Okazuje się, że jeśli tylko Indianie nie głodują, to mogą sobie smacznie pojeść, np. jedząc banany, o których my Europejczycy przesyceni cywilizacją możemy tylko pomarzyć.
Przyznaję, że Pani Beata narobiła mnóstwo apetytu, ale aby poznać te wspaniałości trzeba podróżować i to nie tylko do Amazonii, bo jak pisze Pani Beata, najwięcej jest ich w Indiach (czyli jednak w nazwie ma to związek z Indianami!) .
Podobają mi się przekomiczne rysunki Pani Beaty, świadczące o dużym poczuciu humoru Autorki. Ta część książki jest też bogato ilustrowana, oczywiście na bananowo, co jeszcze bardziej zaostrza apetyt.
4. Do rozdziału – Na koniec Na koniec Pani Beato, proponowałabym nie przejmować się za nadto polską gramatyką, szczególnie gdy czyta się teksty zamieszczane w Internecie, można się uodpornić na błędy gramatyczne i stylistyczne.
To jest coś tak, jak pisze Pani w Globtroterze na temat języka „uniwersalnego”. Wydaje mi się, że świat zmierza właśnie w takim kierunku, że mimo istnienia form gramatycznych i stylistycznych w każdym języku, ludzie popełniając dużo błędów, mimo to, jakoś się porozumiewają.
Zatem Pani Beato, w Pani tekstach liczy się to, co chce Pani przekazać , a nie jak to zostało napisane, chyba że sposób pisowni całkowicie zmienia sens przekazywanej treści, ale wówczas aby uniknąć wątpliwości można użyć nieco innego sformułowania, np. „nieraz” w znaczeniu czasami, napisać po prostu - czasami, zaś „nie raz” w znaczeniu często, napisać po prostu - często, wielokrotnie, itp. itd.
Niech i redaktorzy i korektorki mają też swoją pracę.
Z bananowym pozdrowieniem Zita
|