Ludzie z Jeziora - odc. 2
...Przeplynelismy przez wioske zbudowana na wodzie. Obok chat z mini ogrodkami, dzieci kapiacych sie przed progiem domu i psow spokojnie spogladajacych w dal, tak jakby nie byly zwierzetami stworzonymi do zycia na suchym ladzie, ale zmutowanymi istotami, ktore przystosowaly sie do zycia w jeziorze.
I poplynelismy dalej, w strone chylacego sie ku zachodowi slonca.
Po pewnym czasie dotarlismy do czegos w rodzaju plywajacej wyspy. Znajdowal sie na niej sklep, kilka budek z jedzeniem, sadzawka z krokodylami i pomost.
Na widok naszej lodzi nagle nie wiadomo skad wyprysnely male lodeczki, na ktorych siedzialy dzieci. Cos krzyczaly, machajac przyjaznie rekami. Kiedy podplynelam blizej, z gwaru glosow udalo mi sie wylowic wyrazne, choc znieksztalcone kambodzanskim akcentem, dwa slowa:
- One dollar!... One dollar!... - wolaly dzieci. - One dollar!...
Kiedy stanelam na pomoscie, lodeczki natychmiast do niech zacumowaly, a obok dzieci pojawily sie tez ich matki, oferujac do sprzedania kiscie bananow. I wszyscy powtarzali jak mantre:
- One dollar!... One dollar!...
Zatrzymalam sie i wyjelam aparat fotograficzny. Ani dzieci, ani ich mamy najwyrazniej nie mialy nic przeciwko temu. Fotografowalam wiec dziewczynke plywajaca w blaszanej misce, inna dziewczynke wioslujaca w beczce i malego chlopca o wielkich czarnych oczach. Kiedy zblizylam sie do niego z aparatem, nie wydawal sie zaciekawiony. Jego mama czym predzej siegnela za siebie i wyjela z dna lodzi cos, co w pierwszej chwili wygladalo jak waz i zawinela go chlopcu na szyi.
Usiadlam naprzeciwko i fotografowalam z usmiechem na twarzy, gdy nagle usmiech zastygl mi na twarzy. Waz zsunal sie z szyi chlopca i czujnie badajac powietrze jezykiem, pospieszyl w moim kierunku.
To byl prawdziwy waz!
Mam chlopca cierpliwie chwycila weza i zawinela go wokol swojego synka. Chciala, zeby ladnie wygladal na fotografii.
I rzeczywiscie, czy wygladal wystarczajaco ladnie, ocenicie sami gdy wroce do Polski.
Kiedy odplywalam z wyspy z powrotem w kierunku osady Ludzi na Jeziorze, zegnalo mnie rozpaczliwie proszace wolanie dzieci w lodkach:
- One dollar!... One dollar!... One dollar!...