Kostaryka to pierwsze państwo na świecie, które zlikwidowało swoje siły zbrojne. Po II wojnie światowej ludzie myśleli, że po doświadczeniu takich tragicznych wydarzeń żadna wojna nigdy już się nie powtórzy. Wydawało się, że zbliżając się do połowy XX wieku, a potem wkraczając w następny, dumny wiek XXI ludzkość skoncentruje się na życiu w pokoju.
Jesteśmy przecież tacy mądrzy, nowocześni i humanitarni. Naukowcy w swoich laboratoriach w pocie czoła poszukują lekarstw na nowotwory, malarię, AIDS i inne choroby, które wciąż trapią ludzkość. Potrafimy przeszczepiać serca i przyszywać urwane dłonie. Kto miałby marnować czas i pieniądze na wojnę?...
Dokładnie 60 lat temu, w grudniu 1948 roku ówczesny prezydent Kostaryki ogłosił, że jego kraj jako pierwszy likwiduje armię. Pieniądze zaoszczędzone na zbrojeniu, utrzymywaniu żołnierzy, paliwie do czołgów i samolotów bojowych zostaną przekazane na rzecz szkolnictwa, służby zdrowia i kultury. I tak się stało. Do dzisiaj Kostaryka nie ma wojska i żyje w pokoju.

Kostaryka jest też jednym z najbardziej zielonych krajów świata. Jedna czwarta jego powietrzu znajduje się pod ochroną w rezerwatach i parkach narodowych. W słynnych chmurnych lasach żyje wiele gatunków niezwykłych zwierząt, ptaków i owadów.

W stolicy Kostaryki – San Jose – stoi taki wyjątkowy pomnik:

Opowiem też dzisiaj o olimpijskim mistrzu w pływaniu Michaelu Phelpsie i o Wielkiej Stopie, a główną nagrodą w konkursie „Odkrywanie dzikiej natury” będzie dzisiaj wycieczka do Kostaryki.
Kostarykański przepis na "nakrapianego koguta"