Polska egzotyczna, odc. 3
Czwartek, Poznań
Krótko spałam. Wcześnie wstałam, żeby zdążyć na pociąg w piątek rano. O ósmej byłam już na dworcu, przeglądając prasę i upewniając się czy mój pociąg nie został w ostatniej chwili odwołany, opóźniony albo skasowany. Wjechał na peron zgodnie z planem. Odjechał z dwudziestominutowym opóźnieniem. Nie bez przyczyny. Okazało się, że na tej samej trasie do Warszawy wcześniej inny pociąg miał niegroźny wypadek. Będziemy jechać objazdem. Zapewne zamiast o 11.35 przyjedziemy do Warszawy później.
- Szanowni Państwo – usłyszeliśmy w głośnikach – z powodu wykolejenia się pociągu, będziemy jechać trasą przez Skierniewice. Przewidywane opóźnienie pociągu wynosi 60 minut.
Hm, to znaczy, że przyjedziemy o 12.35.
Dwie godziny później:
- Szanowni Państwo, z powodu wcześniejszego wypadku, jedziemy inną trasą, przewidywany czas przybycia do Warszawy to godzina 14.40.
O 14.00 zachrobotało znów w głośnikach:
- Szanowni Państwo, przewidywany czas przyjazdu do Warszawy to godzina 16.00.
Rozdzwoniły się telefony. Co chwilę więc w wagonie rozbrzmiewał „Purple Rain” Prince’a ustawiony jako dzwonek najczęściej dzwoniącej komórki, na zmianę z pogodnym gwizdaniem albo ponaglającym dźwiękiem standardowego telefonu.
I jechaliśmy tak, jechaliśmy, przez siedem godzin zamiast niecałych trzech, na trasie z Poznania do Warszawy.
- Zdążylibyśmy w tym czasie dolecieć na Wyspy Zielonego Przylądka – żartowali podróżni.
I rzeczywiście, prawie dolecieliśmy :)
Nikt nie narzekał. Za oknem po polach skakały stada saren, w miasteczkach trwała budowa nowych domów, w lasach bieliły się brzozy. Wszyscy chyba mieli cichą świadomość tego, że lepiej jechać przez siedem godzin niż znaleźć się w pociągu, który wypadł z torów…