
Jedna Julia jest żoną dyplomaty, która przyjeżdża z nim do Paryża. Druga Julia jest urzędniczką w Nowym Jorku. Dzieli je pięćdziesiąt lat historii, zamożność, uroda i wzrost, ale łączy cos bardzo istotnego: poszukiwanie pasji.
Julia żona dyplomaty uwielbia Paryż, a jej największym odkryciem staje się prawdziwe jedzenie. Przygotowywane nie z puszki, proszku albo mrożonki, jak to się robi w Ameryce, tylko z najprawdziwszych świeżych składników smażonych i duszonych w prawdziwym maśle. Kocha jeść i próbować nowych francuskich dań. Pewnego dnia siedząc w restauracji ze swoim mężem zaczyna się zastanawiać co mogłaby zrobić ze swoim życiem.
- Powinnaś zająć się czymś co lubisz - podpowiada mąż. - A co lubisz?
- Lubię jeść - odpowiada natychmiast Julia bez namysłu i oboje zaczynają się śmiać.
Julia postanawia jednak znaleźć sobie jakieś zajęcie. Idzie więc na kurs szycia kapeluszy. Potem na kurs gry w brydża. Wreszcie postanawia zapisać się na kurs gotowania i wreszcie czuje się szczęśliwa.

Julia urzędniczka pracuje w biurze wysokiego wieżowca i odbiera telefony od ludzi, których łączyło coś z ofiarami zamachu na wieżę World Trade Center. Dzwonią do niej z pretensjami, z rozpaczą, a czasem z bezradną prośbą o pomoc. Julie niewiele może zrobić, co sprawia, że czuje się coraz bardziej wyobcowana i smutna. Zaczyna więc poszukiwac czegoś, co nadałoby jej zyciu sens. I pewnego dnia wpada na trop książki kucharskiej napisanej przez Julię Child – czyli jedną z dwóch tytułowych Julii, żonę amerykańskiego dyplomaty w Paryżu.
To jest film o pasji. Nie tylko o pasji do gotowania, która akurat sprawdza się w przypadku głównych bohaterek.
Moim zdaniem chodzi raczej o to, że życie staje się bogatsze dzięki temu, co człowiek robi z pełna pasji radością. Niezależnie od tego jak wielka jest to rzecz, bo miara jej sukcesu jest ilość szczęścia, jaka dzięki niej generuje się w człowieku.
Gotowanie, fotografowanie, rysowanie płatków śniegu, kolekcjonowanie tęczy, klejenie modeli statków albo samolotów, pieczenie ciast, pisanie bloga, wierszy albo opowiadań, robienie ludzików z plasteliny… Nieważne co to jest. Ważne, że nadaje życiu sens, a człowiek zajmując się tym zapomina o reszcie świata i znajduje w sobie iskrę (albo i całkiem wielkie ognisko), które rozświetla go od wewnątrz.
W roli głównej: Meryl Streep, genialna w tej roli.
Gorąco polecam ten film, bardzo mi się podobał.

"Julia & Julie" - zwiastun filmu
P.S. Sherlock Holmes jest chyba na wakacjach, bo juz dawno nie przysłał mi zadnej nowej zagadki :)