
Właśnie wróciłam z dżungli amazońskiej i zapewniam, że jest to idealne miejsce na listopad. Jest gorąco, wilgotno, na czubkach drzew siedzą papugi, Indianie przygotowują rytualne leczenie z pomocą mleka jadowitej ropuchy, a ja siedzę w czółnie na amazońskiej rzece i wiosłuję, wtapiając się myślami w zieloność dżungli.

Zaskakujące były spotkania ze skorpionami, pająkami, motylami i małpami, ale równie zaskakujący był finał wyprawy, który odbył się na lotnisku w Bogocie.
Co roku organizuję wyprawy do dżungli i zwykle wracając do Polski uczestnicy tych wypraw mają ze sboą nietypowy bagaż, na przykład łuki i strzały indiańskie, dmuchawki, dzidy i podobną niewymiarową broń. Zwykle nie było problemu z ich nadaniem na bagaż – pod warunkiem, że nie przekraczały długości 3 metrów.
W tym roku jednak na widok pakunku z dzidami pracownik lotniska podszedł do nas z centymetrem. Nie sądziłam, że będzie jakiś kłopot, bo pierwsza przesyłka była niewiele wyższa ode mnie i na pewno nie przekraczała dwóch metrów.
- Hm – pokręcił głową urzędnik.
- Hm? – powtórzyliśmy za nim z zaskoczeniem.
- To jest za długie – oświadczył.
- Ależ skąd, señor – zaprotestowałam z uśmiechem. – Co roku przewozimy do Polski takie pakunki i wiem, że wolno nadać na bagaż długie przedmioty do trzech metrów.
- Już nie – pokręcił głową urzędnik. – Od dwóch tygodni obowiązują nowe przepisy. Na bagaż wolno nadać przedmioty o długości do 158 centymetrów. Jeśli coś dłuższe, trzeba zapłacić.
- Ile? – zapytaliśmy nieśmiało.
- 300 euro.
Wiedzieliście o tym? Pewnie nie. Nowe przepisy obowiązują od 1 listopada, co oznacza, że zostały wprowadzone tuż przed sezonem narciarskim. Przepisy mogą się różnić w zależności od linii lotniczej. Radzę Wam sprawdzić to przed wylotem, zadzwonić do biura linii lotniczych i dowiedzieć się ile może Was kosztować przyjemność nadania na bagaż nietypowego pakunku.

Opowiem tez o filmie "Odlot": "Odlot" - zwiastun filmu
Zgodnie z obietnicą, dzisiaj w siłowniach umysłowych mam dla Was nagrody, które przywiozłam z Kolumbii: słynną kolumbijską kawę, ulubiony deser w tamtej części świata, małpki zrobione z balsy oraz chipsy z manioku.
A tak wygląda bawełna, która rośnie na krzaku i o którą pytałam w zagadce. Te zdjęcia zrobiłam kilka dni temu w wiosce w Brazylii, gdzie Indianie specjalnie uprawiaja bawełne i uzywają jej do robienia przedzy, z której potem tkaja ubrania:


"Cha Cha Muchacha" - piosenka Chelo - do obejrzenia :)