
Królowa Kier to władczyni, której ulubioną rozrywką jest ścinanie głów. Nie robi tego osobiście, ale z przyjemnością wydaje taki rozkaz, szczególnie wtedy, kiedy nic innego nie przychodzi jej do głowy, a sytuacja wymaga reakcji.
Zabawne jest to, w jaki sposób w języku polskim nie istnieje kontekst tej postaci, ponieważ Czerwona Królowa to w rzeczywistości Królowa Kier, czyli po angielsku Queen of Hearts, co można przetłumaczyć także jako „Królowa Serc”. Z tej perspektywy postać tej władczyni wygląda jeszcze bardziej sugestywnie.
Na dworze Czerwonej Królowej czyli Królowej Serc wszystko jest w kształcie serca, nawet gilotyna do ścinania niesfornych głów. Ona sama maluje usta w serce, a jej ukochany Skazeusz nosi zaślepkę na oko w kształcie czerwonego serca.
Żołnierze Czerwonej Królowej to czerwone karty do gry. A ona sama ma głowę wielka jak bulwa (to jest cytat :) )

Jest też Biała Królowa, która mieszka w białym pałacu otoczonym kwitnącymi drzewami owocowymi.
I jest wiele potworów, które zaludniają tę filmową wersję opowieści o Alicji w Krainie Czarów. Jest wykłuwanie oka strasznemu psu, odcinanie głowy smokowi, przestraszony Biały Królik, znerwicowany Marcowy Zając i poważna, groźna muzyka.
Jest też oczywiście szalony Kapelusznik oraz tytułowa Alicja, która ma jednak bardzo mało wspólnego z książkowym oryginałem.


Ten film nie jest ekranizacją książki, tylko swobodną fantazją reżysera na temat tego, co mogłoby się zdarzyć, gdyby istniała taka osiemnastoletnia Alicja i bajkowa kraina, w której o władzę walczą dwie królowe.
W realizacji filmu wykorzystano postaci z książki Lewisa Carolla, m.in. Pana Gąsienicę, bliźniaków grubasków i fantastycznego Kota z Cheshire, który jest szary w niebieskie paski, potrafi znikać i ślicznie się uśmiecha.
Ale to nie jest „Alicja w Krainie Czarów”, która była pełna magii i była jednocześnie książką dla dzieci i dla dorosłych, gdzie bohaterowie mówili filozoficznym językiem, żartowali ze słów i przeinaczali ich znaczenia, tworząc zupełnie nowy sens, który stawał się tak samo rzeczywisty, jak wirtualny był real Alicji w krainie czarów.
Film Tima Burtona to opowieść dla dzieci. Lekko straszna, bez podtekstów i bez mrugnięcia okiem do widza, który był tak fantastyczny w przypadku „Shreka”. To bardzo ładny, fantazyjnie zrealizowany film, w którym główna bohaterka staje do walki ze smokiem, a Johnny Depp ma oczy o zmieniających się kolorach (czasem zielone, czasem żółte), pomarańczowe włosy i zdaje się, że pod koniec traci głowę dla Alicji i nie jest to sprawka czerwonej Królowej, tylko strzały niewidzialnego Amora :)
Warto ten film zobaczyć, ale ja głowy dla niego nie straciłam.
Powiem więcej: gdybym miała użyć słownictwa Czerwonej Królowej, powiedziałabym, że jest to Alicja w Krainie Czarów, ale skrócona o głowę.
