- No nie wiem, Sherlocku – doktor Watson potarł brodę z zadumą. – Naprawdę nie wiem.
- Jest tak wczesna godzina, drogi przyjacielu, że to całkiem zrozumiałe, że nie wiesz.
- Ale chciałbym wiedzieć.
- To także zrozumiałe – odrzekł filozoficznie Holmes. – Zawsze lepiej jest wiedzieć niż nie wiedzieć.
- O, nie zgodzę się z tobą, Holmesie! – zawołał żywo doktor Watson. – Są sytuacje, w których lepiej jest nie wiedzieć.
- Doprawdy? – rzucił suchym głosem detektyw, unosząc brwi.
- Tak, przyjacielu, w mojej praktyce lekarskiej często spotykam się z takimi przypadkami. Nie tak dawno u fryzjera przy ulicy Baker Street…
- Przecież to nasza ulica – wtrącił Holmes.
- No tak, rzeczywiście, w każdym razie niedawno u fryzjera na ulicy….
- O! – przerwał mu Holmes unosząc palec. – Słyszę kroki!
- Tak? – zapytał z roztargnieniem doktor Watson.
- To zapewne pani Hudson z poranną herbatą! – wydedukował Holmes.
- Ach tak! …tak więc, jak to mówiłem… O czym to ja właściwie mówiłem? – zgubił się doktor Watson.
- Że lepiej jest nie wiedzieć niż wiedzieć – podsunął Holmes.
- Tak! I...
- Z czym oczywiście, jako słynny detektyw, całkowicie się nie zgadzam – ciągnął Holmes, nie pozwalając Watsonowi dojść do słowa. A cóż tam masz w dłoni?
- W dłoni mam – zawahał się doktor Watson. – Doprawdy nie wiem co.
- Ha! – zakrzyknął Holmes patrząc na zdjęcie. - A CÓŻ TO JEST?...
