83a
Wtorek, 20 kwiat 2004
Kiedy stałam z butelką w ręce i próbowałam schłodzić ogarniający mnie upał za pomocą ostatnich kropli ciepłej wody, przymknęłam oczy i nagle zobaczyłam zimnego arbuza ociekającego słodkim sokiem. Tak bym się wgryzła w ten czerwony miąższ, sok płynąłby mi po brodzie, a ja bym jadła i jadła, i jadła...
- Aaaaaaa! wrzasnęła moja dusza. Aaaaaaaaaarbuza!........
Najgorsze co można zrobić w takiej sytuacji to poddać się tym wizjom, pozwolić, żeby człowiekiem zawładnęły, dać się ponieść pragnieniu i tęsknocie. Wtedy przez krótką chwilę człowiek czuje się lepiej, ale już kilkadziesiąt sekund póniej ze zdwojoną siłą uświadamia sobie, że to tylko marzenie, bardzo odległe, bardzo pożądane, ale całkowicie niemożliwe do spełnienia.
Wyjścia są dwa: albo od tego momentu pieścić tę wizję i czekać kiedy się wreszcie spełni. Albo stanowczo odsunąć ją od siebie i zapomnieć o niej.
Po latach eksperymentowania, zanurzania się w dżunglę i wychodzenia z niej, po setkach i tysiącach kilometrów, jakie w dżungli pokonałam na piechotę, na czworakach, w czółnie, nad ziemią i pod ziemią, w locie nurkowym i ślizgowym, po wspięciu się na wierzchołek drzewa o wysokości 50 metrów, po kąpielach błotnych, skokach nad przepaścią, po wędrówkach nocą w totalnej ciemności, po spotkaniach z duchami i dzikimi zwierzętami, wiem, do czego prowadzi każde z tych rozwiązań. Zdecydowanie radzę wybrać to drugie.
Schowałam butelkę, otrząsnęłam się, wyminęłam Herkulesa i ruszyłam w ciemność. Szłam pierwsza. Teraz ja miałam przed sobą wszystko: życie i śmierć. Węże i pająki. Pijawki i kleszcze. Bo przewodnik zbiera na siebie wszystkie jadowite węże, które leżą na drodze. Przewodnik wpada we wszystkie niewidoczne pajęczyny i jest pierwszym celem ataku jadowitych pająków. Ten kto idzie pierwszy, ryzykuje najwięcej i przeciera szlak dla tych, którzy idą za nim.
Koniec odcinków.
Fragment pochodzi z książki Blondynka u szamana, która ukazała się 15 kwietnia.
ffb