onet.pl PATRONAT
Opowieść Roberta o tym jak adoptował "na odległość" chłopca z Rwandy i dziewczynkę z Nepalu
Napisz do mnie
Napisz do mnie
Wpisy do dziennika

Powrót
Opowieść Roberta o tym jak adoptował "na odległość" chłopca z Rwandy i dziewczynkę z Nepalu

Wiele słyszy się o biedzie w Afryce. O tym jak cierpią tam ludzie, o tym jak cięzo jest tam dzieciom, zwłaszcza w niektórych rejonach kontynentu czy wrecz w konkretnych państwach. Jednak ogormna ilść Polaków ich biedę porównuje do biedy "naszej" w Polsce a tego porównać nie można to jest zupełnie inny wymiar.

Ok 6 lat temu oglądałem program w telewizji o dzieciach z Rwandy. Wiedziałem, że była tam wojna domowa, że dochodziło do ludobójstwa ale obrazy, które widziałem w telewizji delikatnie mówiąc mnie przeraziły. Nie mogłem pojąć tego jak bardzo tam cierpią te małe istotki. W Polsce nawet najbiedniejszych dzieci, które przechodzą swoją tragedię nie można porównać do sytuacji dzieci w Rwandzie, które pozostawione są bez opieki zupełnie. Wtedy też zacząłem szukać możliwości pomocy im. Cóż może zrobić człowiek siedzący sobie wygodnie w fotelu ogladając telewizor? Można namówić znajomych i zorganizować zbiórkę żywności ale jak ją dostarczyć do Afryki w konkretne miejsce? Dla takiego przeciętnego Polaka taka forma pomocy raczej odpada. Polacy bardzo są otwarci na pomoc innym ale musi być to szybka i prosta pomoc bez angażowania się. Zatem szukałem organizacji, które pomagają dzieciom. Mogłem pomóc w różny sposób - wysyłając pieniądze ale taka forma pomocy wywoływała u mnie odrobinę niepewności. Czy pieniądze które wyślę dotrą do dzieci? Czy ktoś aby na tym zarabiać nie będzie? Poza tym nie chciałem wysłać 100 zł i na tym koniec a obawiałem się czy mój portfel wytrzyma takie obciążenie co miesiac i czy wogóle to wystarczy? Byłem gotowy pomagać tym organizacjom równiez w inny sposób jako wolontariusz.

Od dawna wiedziałem, że organizacjami, które pomagają ubogim i potrzebującym są organizacje katolickie. A najlepszą, że się tak wyraże kolokwialnie, robotę zawsze robiły siostry i zakonnicy na misjach to jest ich powołanie i im wierzyłem i wierzę najbardziej. Dlatego też zacząłem poszukiwać takich organizacji i trafiłem na stronę Pallotynów, którzy prowadzą akcję "Adopcja Serca". Po przeczytaniu ich działań od razu zdecydowałem się na taka formę pomocy. Przeczytałem też informacje która była dla mnie zupełnie nie realana a mianowicie kwota pomocy. Okazało się, że aby pomóc jednemu dziecku należy przekazać minimum 15 dolarów miesięcznie po dzisiejszym kursie dolara jest to zaledwie ok 40 zł!!!

Jak wygląda procedura adopcji, jezeli ktos chce adoptowac dziecko poprzez Pallotynów to należy wejsc na stronę www.adopcja-serca.pl , wypełnić deklarację (formularz) i wysłać do Pallotynów, po pewnym czasie dostaje się tradycyjny list z informacjami o dziecku, którym nalezy się od tej pory opiekować. Opieka to przede wszystkim wysyłanie co miesiąc zadeklarowanej kwoty a także kontakt listowny z takim dzieciaczkiem. Każdego miesiąca Sekretariat Misyjny Księży Pallotynów w Warszawie przekazuje tę kwotę pallotyńskim misjonarzom w krajach misyjnych, którzy pomagają konkretnemu dziecku w zakupie żywności, opłaceniu szkoły, przyborów szkolnych lub też na zakup niezbędnych lekarstw dla chorego dziecka i to wszystko tylko za 40 zł!

Jestem opiekunem Oliviera który jest sierotą, ma już 16 lat a miał niespełna 11 jak zacząłem mu pomogać. Przyglądam się czasami jego zdjęciom jak miał 11 lat, malutki i skulony stojący przy jakiejś palmie.

Ukończył już szkołe podstawową i gimnazjum - systematycznie dostawałem informacje jak się uczy, jakie ma oceny. Kilka miesiecy temu dostałem od niego list z informacją ze ukonczył gimnazjum i chce uczyć się dalej ale nie wie czy może....nie wie czy dalej będę mu pogać. Wyrósł robi się z niego już meżczyzna i jaki dzielny na otrzymanych zdjęciach.

Odpisałem, że oczywiscie będe mu pomagał i zeby uczył się jak najdłuzej.

Organizacji pomocowych dla potrzebujących dzieci jest teraz bardzo dużo. Trzeba być ostrożnym przy wyborze danej organizacji bo równie dużo wśród nich jest oszustów. Najbardziej wiarygodne są organizacje wyznaniowe, najmniej świeckie. Ale wsród świeckich są również takie którym naprawdę zalezy na pomocy dzieciakom.

Planowałem wyjazd do Tajlandi i Malezji, czytałem dużo o tych państwach i znalazłem informacje o potrzebujących dzieciach - uciekinierach z Nepalu i Tybetu. W taki tez sposób trafiłem do Fundacji Nyatri - pomagająca dzieciom z Tybetu i Nepalu, które przebywają w sierocincu w Indiach w Dalanji. Fundację sprawdziłem jak tylko mogłem. Skontaktowałem się z osobami które już adoptują dzieci poprzez ta fundację, czytałem różne fora internetowe i na 100% upewniłem się ze fundacja jest uczciwa. Sposób adopcji podobny jest jak w przypadku Pallotynów.

Nalezy wejsc na stronę www.nyatri.org i wypełnic formularz. Różni się tylko kwota wpłaty gdyż jest to min. 25 dolarów miesięcznie tj. ok 65 zł. Opiekuję sie Yangchen B. od ok. półtorej roku. Mała przebywa w sierocincu Bon Children’s Home w Dalanji, tam się uczy. Systematycznie dostaję od niej listy, malowanki, obrazki, i świadectwa ocen. Rośnie jak na drożdzach ;). Fajne jest to że do Indii można bez problemu pojechać. Sierociniec posiada dom "gościnny" przygotowany dla adopcyjnych rodziców, którzy przyjezdzają w odwiedziny. Jadący tam "rodzic" kontaktuje się z innymi w kraju, zabiera przekazane paczki, robi dzieciakom aktualne zdjecia i opowiada o ich rodzicach w Polsce. Przepraszam ze sie tak rozpisałem ale o mozliwosci pomocy tym dzieciom moge mówić godzinami;) Mam też pragnienie zrealizowania i połaczenia moich dwóch pasji - pomocy i podrózowania. A mianowicie osobiste poznanie obojga. Dlatego tez juz w przyszłym roku planuje wyjazd do Rwandy i odszuaknie Oliviera i poznania Go osobiście. Nastepnym etapem bedzie wyjazd do Indii do Yangchen. Mam nadzieję ze mi się to uda.

Pozdrawiam bardzo serdecznie
Robert Ćwikowski - Robotek

Powrót