Uwielbiam i śnię o dżungli amazońskiej, bo to jedno z najbardziej zmysłowych miejsc na świecie – mówi Beata Pawlikowska, dziennikarka Radia Zet, podróżniczka i autorka licznych książek (wkrótce wydaje nową o Imperium Majów i nadchodzącym końcu świata!).
Nie chodzi oczywiście o nagą skórę Indian, którzy mieszkają w dżungli. Ta zmysłowość kryje się w zielonej gęstwinie splątanych roślin, gdzie nieustannie toczy się walka o życie. Miliony owadów, zuczków, płazów, gadów i ssaków nieustannie uciekaja przed zagrożeniem, zabijają i pożerają niejszych od siebie, same czasem padając ofiarą i trafiając w czyjąś wiecznie niezaspokojona paszczę. To powoduje, że pod kopułą drzew panuje atmosfera grozy, zwycięstwa i przegranej. Dlatego wszyscy są zawsze poruszeni, pobudzeni – bo tam życie i śmierć splatają się w jedność. Energia aż kipi z gęstwiny, której Polak – przyzwyczajony do naszych lasów czy mizernych puszcz – nie jest w stanie sobie wyobrazić. Pod zielonym sklepieniem jest półmrok, wilgotny upał i cisza… pełna dziwnych szeptów, szelestów, syknięć i trzepotań.
OCEAN ZIELENI
W dżungli nie ma konkretnych miasteczek czy wsi, do których się jeździ na wycieczki i które da się wskazać na mapie. Dlaczego? Bo dżungla to zielony ocean, którego powierzchnia liczy 5.5 miliona kilometrów kwadratowych (powierzchnia Polski to 312 tysięcy km2 – przyp. redakcji). Wyprawę można zacząć w zasadzie wszędzie, ale chyba najlepiej w Brazylii, Kolumbii, Gujanie Francuskiej czy Wenezueli. Dojazdowych dróg – takich jak do naszych zabytków – oczywiście nie ma. Są rzeki, którymi czasem płynie się 10 i więcej dni. Później trzeba jeszcze iść w interior, w gęstwinę, dokąd prowadzi mnie wynajęty wcześniej przewodnik - Indianin.
CO JEŚĆ
Z indiańskiego punktu widzenia nic co nie jest mięsem, nie zasługuje na miano „jedzenia”. Indianie uprawiają trochę manioku i innych bulw przy swoich chatach. Mają też banany warzywne, których nie je się na surowo, ale można z nich zrobić fajne frytki. Owoce to rzadkość. Ja pamiętam miniaturowe banany, których skóra mieniła się kolorami tęczy. Dostałam je w prezencie za to, że poczęstowałam Indian marchewką, której wcześniej nie widzieli na oczy.
LUDZIE
Indianie są tak prawdziwi jak nikt inny na Ziemi – nigdy nikogo i niczego nie udają. Nie znają socjotechniki ani manipulacji. Nigdy nie grają żadnych ról. Każdy jest po prostu sobą. Jeśli wódz przynosi znad rzeki kajmana, to wiadomo, że musiał go upolować. Żadnemu z Indian, w odróżnieniu od nas Europejczyków, nigdy nie przyjdzie do głowy, żeby to podważać czy sprawdzać.
STRACH
Nocą jest tak ciemno, że niczego nie widać w odległości kilku centymetrów od twarzy. A dżungla żyje: nietoperze wampiry ocierają się o twarz, słychać dziwne mlaskanie, okrzyki, chrupnięcia i tajemnicze kroki. Tak, wtedy czuję strach. I lubię ten strach okiełznać, przezwyciężyć i ruszyć dalej. Poza tym strach wzmaga zmysły, dzięki czemu mogę wyczuć i przewidzieć wiele niebezpieczeństw, takich choćby jak rośliny ze śmiercionośnymi kolcami czy jadowite skorpiony, węże i pająki. Czy boję się ludzi? Nie :) Na mój widok wojownicy raczej odkładają łuki i chcą mi pomagać.