1. Jakie kosmetyki zabiera Pani w podróż?
Kiedy jadę do dżungli amazońskiej, to żadne kosmetyki nie są potrzebne. W dżungli panuje wilgotny, gorący klimat, podobny trochę do sauny. Skóra oddycha i oczyszcza się od środka. Nie potrzebne są żadne kremy ani odżywki, a skora jest fantastycznie odżywiona i czysta.
2. A na co dzień, jak zostaje Pani w domu, to z jakiego kosmetyku nie potrafiłaby Pani zrezygnować? Do jakiego ma Pani największą słabość?
Lubię poranny i wieczorny rytuał nakładania dobrego kremu. Lubię tusz do rzęs i jest to właściwie jedyny kosmetyk z tych upiększających, jakiego używam na co dzień.
3. Który zmysł ma Pani najbardziej wyczulony?
Podróżowanie pod dżungli amazońskiej sprawia, że wszystkie zmysły stają bardziej czułe. To zabawne, ale dopiero kiedy dotarłam do dżungli, usłyszałam jak głośne są miasta, w których mieszkają ludzie zachodniej cywilizacji. W mieście człowiek jest nieustannie atakowany milionem agresywnych bodźców – są reklamy, szyldy, hałas silników, odgłosy kucia, szlifowania, koszenia, są głosy z radia i telewizji, telefony, głośna muzyka, wieczny gwar i szum. Dlatego w mieście trzeba tłumić swoje zmysły i chronić je, bo gdybyśmy chcieli wszystko widzieć i słyszeć, człowiek po prostu by zwariował z nadmiaru informacji.
W dżungli jest zupełnie inaczej. Tam panuje ogromna cisza, która jest jednocześnie pełna milczenia i odgłosów walki na śmierć i życie. Szumi wiatr w czubkach drzew, syczy jadowity wąż, skolopendra poluje na nietoperze, czają się pająki, skorpiony i jaguary... Nagle człowiek zaczyna słyszeć i widzieć tak wiele, jak nigdy wcześniej. Uruchamia się nie tylko szósty zmysł, ale i siódmy, ósmy i dziesiąty. Dlatego kiedy wracam do Polski, wszystko wydaje mi się strasznie głośne.
4. Czy ma Pani jakiś cudowny przepis na urodę przywieziony z podróży?
Myślę, że sekretem jest zdrowy tryb życia, czyli trzeba dużo spać, pozytywnie myśleć, zdrowo się odżywiać i uprawiać jakąś formę sportu. Piękno ciała bierze się z piękna duszy, a nie odwrotnie.
5. Najdziwniejszy, najbardziej oryginalny kosmetyk z jakim spotkała się Pani podczas swoich podróży…
Jest taki krzak, na którym rosną małe owoce w łupinach pokrytych miękkimi, delikatnymi kolcami. Indianie w Wenezueli nazywają je onoto, w Brazylii uruku, a po łacinie nazywają się bixa orellana. Kiedy owoce są dojrzałe, wewnątrz znajduje się kilkanaście małych czerwonych nasionek. Wystarczy rozetrzeć je w palcach, żeby uzyskać bardzo intensywny barwnik Indianie malują nim twarze i ciała, często w bardzo fantazyjne wzory.
6. W podróży, w nawiązywaniu kontaktów z tubylcami, pomaga Pani uroda?
Jasna cera i włosy oraz niebieskie oczy sprawiają, ze wśród ciemnowłosych i czarnookich tubylców wyglądam jak ufoludek :) I jako kosmitka z innego świata budzę ciekawość. Mój plecak jest zwykle tak duży jak ja, więc w pierwszej kolejności wszyscy chcą mi pomagać.
7. Jak kobiety, z którymi spotyka się Pani w różnych zakątkach świata, dbają o swoje ciało, jak je pielęgnują?
W każdym zakątku świata ludzie chcą być piękni, ale z zaskoczeniem odkryłam, ze wcale nie potrzeba do tego kosmetyków produkowanych w fabrykach. To właściwie dość zabawne, bo przecież współczesne dobre kosmetyki wykorzystują naturalne składniki. To znaczy, ze można sięgnąć do źródła i zamiast używać tych naturalnych składników z przyrody umieszczonych w słoiku czy w butelce, można czerpać wprost z natury. Tak właśnie robią ludzie w miejscach, gdzie nie ma sklepów czy gabinetów kosmetycznych. Jako odzywki do włosów używa się soku z określonego gatunku roślin, jako kremu białej glinki, a zamiast cieni do powiek, pudru i szminki – naturalnych barwników z roślin albo pyłku ze skrzydeł motyla.
8. Kanony urody w różnych kulturach. Jak zmienia się definicja piękna w zależności od położenia geograficznego. Jak wygląda piękna kobieta w dżungli Amazońskiej, Tanzanii, Himalajach, Wenezueli, Peru…
Piękna Masajka na sawannie afrykańskiej goli sobie głowę na łyso i ubiera się w niebieską suknię. W Indiach kobiety mają obowiązkowo długie czarne włosy, często zaplecione w warkocz, i bajecznie kolorowe sari, czyli sześć metrów materiału, odpowiednio udrapowanego na sylwetce. Indianka znad jeziora Titicaca w Peru nosi okrągły melonik, Nepalka w Himalajach ma skromna suknię i sznury korali, a Indianka w dżungli amazońskiej robi przepiękne kolczyki ze świeżych kwiatów, liści albo piór papug.