onet.pl PATRONAT
Listy w skrzynce
Napisz do mnie
Napisz do mnie
Listy

Powrót
Bombajska skrzynka pocztowa (89)

Nazwy skrzynek pocztowych nie mają związku z tematem listów :) Nadaję im egzotyczne nazwy, bo to fajniejsze niż przydzielenie im kolejnych numerów. W gruncie rzeczy jednak chodzi tylko o to, żeby je odróznić od siebie nawzajem.

Nowe listy proszę słać na adres beata@beatapawlikowska.com albo beata@oliwkowo.pl
Odpowiedzi szukajcie poniżej.

Dzień dobry Pani Beato:)

Może trochę za wcześnie piszę w tej sprawie bo mamy dopiero luty. Czy podczas tegorocznych Międzynarodowych Targów Ksiażki w PKiN, które odbędzie się w maju będzie jakieś spotkanie z Panią?

Pytam się dlatego, ponieważ jeszcze nigdy nie byłem na żadnym spotkaniu, a w maju na Targi Książek zamierzam się wybrać.

Serdecznie pozdrawiam i przesyłam Pani moc uśmiechu:)))))))))))))))))))))))))))))))

Kamil.


Kamilu, witaj,

Targi Książki odbędą się jak zwykle w maju i najprawdopodobniej jak zwykle będę na nich obecna. Zdaje mi się, że Targi w tym roku odbędą się w dniach 20 - 23 maja, ja zwykle podpisuję książki w sobotę około południa, myślę, więc , że będę w Pałacu KiN 22 maja ok. godz. 12 - 15.00. Nie jest to jeszcze potwierdzona informacja, jedynie moje przypuszczenie oparte na doświadczeniach z poprzednich lat.

Droga Pani Beato,

Zastanawiałam się, czy w ogóle wysłać ten list, bo nie chciałabym, żeby odebrała go Pani jako moje lenistwo i szukanie darmowego psychologa albo kogoś innego, to zupełnie nie tak. Przeczytłam wszystkie trzy Pani "Dżungle..." i wydaje mi się, że zna się Pani na poszukiwaniu i znajdywaniu odpowiedzi na własne pytania do siebie samej (czego ja kompletnie nie umiem) i ogólnie na duszy, dlatego chciałam zadać Pani pytanie, bo czuję, że ktoś taki jak Pani może mi coś podpowiedzieć... Jest pewna kwestia, z którą nie potrafię sobie poradzić:

Mam realną możliwość wyjazdu zagranicę na stałe, muszę tylko podjąć decyzję. Sęk w tym, że nie wiem nic o tym mieście. Tak, mam Internet, ale nie wiem nawet od czego zacząć, od ogromnej ilości wiadomości dostaję zawrotów głowy. Nie potrafię wyciągnąć od samej siebie informacji - czy chcę tam wyjechać, czy nie. Z jednej strony jak mówię sobie - pakuj się, jutro wylatujesz (oczywiście nie, ale to test) to chce mi się piszczeć z radości ale kiedy pytam się, czy tego chcę, to nie potrafię powiedzieć, że choćby odrobinkę tak/nie. Może tylko chcę tam pobyć ale nie zostać?

Nie chcę wchodzić w szczegóły ale decyzja powinna być taka: wyjeżdżam i zostaję na czas nieokreślony lub nie wyjeżdżam wcale. Wycieczka nie ma dla mnie sensu i jest kosztowna, chociaż mogłoby się okazać, że mi się spodoba i będę chciała zostać... Wyjazd na stałe ma przeogromną ilość zalet i tylko jedną, jedyną wadę - to podróż w nieznane a nieznanego boję się jak ognia.

Czasami chciałabym wyrwać się stąd ale nie potrafię podjąć takiej decyzji. Gdzie szukać odpowiedzi na moje pytanie? Co brać pod uwagę? Co robić? Pomyślałam, że na pewno wie dużo o podróżowaniu, również przez własną duszę i dlatego zwracam się do Pani. Jeśli chodzi o męża on też nie jest przekonany ale gdybym tylko powiedziała, że tego chcę, zgodziłby się i był szczęśliwy, że ja jestem szczęśliwa (dużo rozmawiamy ze sobą). Nie jest na nie. Nie przekonuje mnie do wyjazdu. A ja sama nie wiem. Czy byłaby Pani tak dobra i podpowiedziała mi coś? Myślę, myślę i nie mogę nic sensownego wymyślić. Może to się do czegoś przyda więc dodam, że kiedy byłam młodsza marzyłam o podróżach i byłam szczęśliwa, gdy udało mi się gdzieś pojechać. W zeszłym roku naczytałam się książek podróżniczych i odechciało mi się podróży do IBrazylii, która jeszcze niedawno była jednym z największych marzeń a to dlatego, że podróże niosą różne niebezpieczeństwa - a to jadowity pająk, a to jacyś fanatycy religijni itp. a ja boję się nieznanego. Zapuszczam korzenie bardzo mocno, ciężko znoszę zmiany chociaż mogę ich bardzo potrzebować, czasem nawet nie chcę tkwić w miejscu ale nie umiem się z niego ruszyć. Zastanawiam się jeszcze, czy po prostu boję się spełniać marzenia? Trudne to wszystko... Proszę o jakiś drogowskaz...

Pozdrawiam serdecznie,
Marta


Pani Marto, myślę, że powinna Pani sobie zadac przede wszystkim pytanie DLACZEGO chcę wyjechać zagranicę.

Być może odpowie Pani sobie: „Bo jestem ciekawa świata, chciałabym spróbować jak się żyje w zupełnie innym mieście, w innej kulturze”.
A może odpowie Pani sobie: „Bo duszę się tutaj, nie widzę dla siebie żadnej przyszłości, jestem tu nieszczęśliwa”.

Rozumie Pani różnicę?

W pierwszej odpowiedzi wskazuje Pani na to, co jest pani gotowa zyskać.
W drugiej odpowiedzi wskazuje Pani ma własne problemy, które nie znikną po przeprowadzce do nowego miasta. Bo jeśli Pani się „dusi”, to nie jest winny kraj ani miasto, tylko Pani własne podejście do własnego życia i własnej osoby. Być może nie daje Pani sobie prawa do tego, żeby oddychać pełną piersią jako człowiek.

Być może więc ma Pani dylemat dlatego, że jest Pani gotowa coś zmienić w swoim życiu, ale nie wpadła Pani jeszcze na ten prosty pomysł, że ta zmiana powinna dotyczyć Pani sposobu myślenia i stosunku do samej siebie, a nie miasta czy kraju.
A jeśli tak jest, to warto wybrać się w podróż do psychoterapeuty, który pomoże Pani w odczytaniu i zaakceptowaniu własnych emocji, a tym samym także samej siebie :)


Dzien dobry Beatko,
mam do Ciebie pytanie- jako do Skarbnicy Wiedzy:-)
Moj znajomy (Amerykanin) bardzo interesuje sie kultem Demeter i jej córki Persefony. Jest totalnie zakrecony w temacie Misteriów Eleuzyjskich. Czy wiesz moze czy te misteria sa nadal praktykowane i czy mozna tak po prostu
wziac w nich udzial (to jego marzenie)? Szukal troche w internecie ale nie znalazl zadnego"tropu". Moze masz jakis pomysl co moglby zrobic?
bede wdzieczna za pomoc
pozdrawiam serdecznie:-)
Monika

Moniko, z tego co wiem co jak najbardziej jest to istniejący rytual i mozna w nim uczestniczyć. Jest kilka takich "kościołów", które współczesnie usilują zrekonstruować "poganizm hellenistyczny", spotyakją się, mają ceremonie itd. Zobacz np. tu:

http://www.hellenion.org/

albo tu: http://www.roadtoeleusis.com/.

Jest tez polska odmiana neopogańskiej religii misteryjnej, o ktorej kiedyś opowiadałam w radiu i która nazywa się wicca, zobacz www.wicca.pl

Witam
Chciałabym tylko do Pani napisać, jak bardzo Panią podziwiam, za odwagę, za te podróże, w pewnym stopniu trochę Pani zazdroszczę, że Pani podróżuje, że może...

Mam 25 lat i mieszkam w Anglii, dokładnie w okolicach Bristol. Nie będę kłamać, że uwielbiam tą wyspę i tych ludzi. Wręcz przeciwnie czasami nie mogę na nich patrzeć, na ich fałszywe buzie, uśmiechy, słowa (mała generalizacja angielskiej społeczności). Po ukończeniu studiów nie wiedziałam co ze sobą począć, czułam się wtedy starsznie samotna i bezradna, zagubiona w tym wielkim świecie. Wiedziałam, że nie mogę liczyć na swoich rozwiedzionych rodziców, wiedziałam, że muszę jak najszybciej podjąć jakąś decyzję, wiedziałam o moich długach, które zaciągnełam, by móc skończyć studia.

Podjęłam, że wyjadę za granicę, trochę zarobię, pozwiedzam i wrócę do Polski. Początek w Edynburgu był okropny, nie było dnia, kiedy nie płakałam, charowałam jak wół w Pizzerii, a w sumie nic z tego nie miałam, praca, dom, praca dom...To nie była moja pierwsza praca za granicą, co wakację wyjeżdźałam by zarobić na kolejny semestr, dawałam radę bo żyłam powrotem do kraju. Jak znalazłam się w Szkocji czyłam się jakbym zobojetniała, nie wiem jak to opisać, czułam się jakby cała moja dusza, serce przestało istnieć, żyłam by żyć, nienawidziłam wręcz swojej sytuacji...Miałam już się poddać, kiedy dostalam wiadomość od brata: napisał mi, że dopóki nie znajdę własnej ściezki życia, nigdy nie będę szczęśliwa, że nawet jeśli teraz zrezygnuję to on mi pomoże, ale bym pamiętała, że czasu się nie da cofnąć, bym nie żałowała, postawiła sobie jakiś cel...

Postanowiłam znaleź rodzine, zamieszkać z nią, opiekować się dziećmi i nauczyć się angielskiego. I oto jestem - mieszkam z angielską rodziną, użeram się z angielskimi dziećmi, chodzę do collegu na ang i jest lepiej. dzieci którymi się zajmuję nazywam bachory...czasami są miłe, ale są to rozpieszczone, pozbawione szacunku male ludki, brak im wyobraźni, radości...Rodzinka ta jest bardzo miła, miałam szczęścia naprawde wielkie szczęście, że do nich trafiłam. Dostałam samochód do dyspozyćji, więc zaczęłam przypominam sobie jak się jeździ po angielskich drogach, by móc na wiosne zwiedzić Walie i Kornwalie.

Kiedy pisałam pracę magisterska, wiedziałam, że to koniec, koniec tak cudownego okresu w moim życiu, zadedykowałam tą pracę mojemu 2 letniemu chrześniakowi by pamiętał, że "Pasja jest przewodnikiem do największych tajemnic". Nie pochodzę z bogatej rodzinki, musialam się nagimnastykować, by móc mieszkać we Wrocławiu i studiować, i choć czasami brakowało kasy, uważam, że ten okres był jak dotąd najlepszym...W czasie studiów duzo podróżowalam, nie były to odległe zakątki świata ale równie piękne...Raz wybrałam się ze znajomymi do Brukseli, loty były po 1zł, przez 4 dni spaliśmy w wypożyczonym aucie, nie było wygodnie ale ta wolność, którą się czuło, ta przygoda...Te 4 dni jeżdżenia po Belgii i Holandii...tego mi tutaj brakuję...Potrafiłam znaleź niewielkie pieniądze, pożyczyć, byle móc gdzieś pojechać, nie wszyscy to rozumieli, czasami się sama zastanawiłam nad swoim postępowaniem, przecież miałam długi a mimo tego pożyczałam pieniądzę by jechać przed siebie, to było wspaniełe...

Moją pasją są podróże, uwielbiam jeżdzić, zwiedzać, podczas jakiegokolwiek wypadu doładowuję swoję baterie, swoją energie, uwielbiam przywozić sobie kartki z miejsc które odwiedziłam, ostatnio przeszłam na magnesy na lodówke, a kartki dostaję od znajomych :)
Drugą pasja od dawna była fotografia, na 25 urodziny wzięłam niewielki kredyt by móc kupić sobie pierwszą lustrzankę cyfrową, uczę się robić zdjęcia jak i obrabiać je w photoshopie...To pozwala mi oderwać się od szarej rzeczywistości...Pasja jest czymś niesamowitym....
Życzę powodzenia w dalszych podróżach
Gratuluję świetnych książek :)
Pozdrawiam
Kacha


Pani Kasiu, brat ma rację - nie trzeba niczego żałować.

To co było kiedyś to już teraz nieważne. Fajnie jest mieć jakis niewielki plan do zrealizowania w najbliższej przyszłości, ale najwazniejsze i tak jest to, żeby spróbować znajdować radość i pozytywne strony w tym co się ma tu i teraz. To co będzie za ileś tam lat i tak nie daje się przewidzieć ani kontrolowac, więc nie ma sensu się tym martwić na zapas. To co było to już sprawa zamknięta.

Warto jest zajrzeć do swojego serca i szukać i tam odpowiedzi na pytanie o tym czym mogę się cieszyć teraz, cieszyć się po prostu tym, że jestem i mogę podejmować decyzje i zmieniac swoje życie. Bo chociaż jesteś w miejscu, którego nie lubisz, to nie MUSISZ tam być, prawda? Na razie tam jesteś, bo na razie taka podejmujesz decyzję, ale możesz ją w każdej chwili zmienić i szukać czegoś innego - i to własnie w życiu jest najlepsze : ) To, że wszystko jest w nim możliwe :)
Szanowna Pani Beato,
Szukałem informacji na Pani stronie jaki gatunek yerby jest Pani ulubionym/ulubionymi i
jakie Pani najczęściej pija.
Piję yerbe od kilku miesięcy i wciąż testuję nowe gatunki aby znaleźć te najbardziej mi
odpowiedające. Na razie wiem że brazilijskie TRIUNFO jest zupełnie nie dla
mnie. Bardzo jestem ciekawy Pani opinii.

Z wyrazami szacunku
Tomasz


Panie Tomku, witam,
rzeczywiście, ja też nie przepadam za brazylijskimi odmianami yerba mate. W Brazylii yerba mate pije się trochę inaczej - w bardzo dużych tykwach i z nieco innymi bombillami. Zdecydowanie wolę yerba mate paragawajką i argentyńską i radzę Panu spróbować marki Amanda, produkowanej zresztą przez Polaka, który od wielu lat mieszka w Argentynie i ma tam jedne z największych plantacji. Ja bardzo lubię Amandę z dodatkiem pomarańczy

"Jest taka samotność, która powstaje w dzieciństwie, jeśli dziecko nie dostaje od rodziców wystarczająco dużo poczucia bezpieczeństwa i jednoznacznej,wyraźnej miłości". Tak napisałaś w książce "W dżungli niepewności". Jest we mnie właśnie taka samotność. Samotność, która wciąż narasta i narasta. Stąd też wydaje mi się, moje problemy z odżywianiem. Pragnienie miłości jest we mnie tak głęboko i tak blisko.

Wszystkie emocje wylewają się ze mnie jak z przepełnionej szklanki. Moja mama urodziła mnie młodo. Mój straszy o trzy lata brat został poczęty, kiedy ma rodzicielka miała lat dziewiętnaście i był tak zwaną "wpadką", po czym po trzech latach byłam kolejnym "przekleństwem". Oczywiście potem była fala miłości. W końcu dzieci się kocha. Miałam na tyle dobrze, że kiedy się urodziłam, ojca już przy nas nie było, więc jego nieobecności nie odczuwam. Czuję się jakby świat stworzył tylko matkę, nie dając ojca. Często czuję pustkę, czego nienawidzę. Dopadająca bezradność mnie zabija. Kiedy w człowieku za dużo emocji też niedobrze, bo już nie wiadomo co z nimi robić. Przejadamy się nimi, a następnie wymiotujemy (bulimiczki). Plan jako taki na życie mam, jednak ten plan jest planem na przyszłość. Teraz jest szkoła, teraz jest nic. Przynajmniej ja tak czuję. Moje koleżanki umawiają się na imprezy, na których piją alkohol, palą trawkę.

Nie kręci mnie to. Upiłam się za pierwszym razem wypijając trzy czwarte litra wódki. Jako, że wielką osobą nie jestem, mdlałam, poniewierałam się - straszne i przede wszystkim poniżające.

Teraz kiedy do ust biorę alkohol jest mi niedobrze, od razu mam odruch wymiotny. Po trawce mam depresje, czuje się głupia. Nie lubię używek w żadnej postaci. Uważam, że spróbować można wszystkiego. To przekazała mi moja niezbyt rozsądna rodzicielka. Nierozsądna dlatego, ze powiedziała to nastoletniej dziewczynie, która sprytnie wykorzystała jej słowa.

Nie czuję się źle. Jeszcze jakieś pół roku temu często płakałam, użalałam, chciałam umierać. Teraz płakać nie potrafię, chyba, że czytam cudowną książkę lub oglądam film w rodzaju "Into the wild". Piszę bardzo chaotycznie, jeśli tylko przyjdzie mi coś do głowy, po prostu tworzę, zostawiając poprzednią wiadomość, zaczynając już nową, za co Cię przepraszam. Chcę Cię tylko zapytać, jak poradziłaś sobie z samotnością, o której pisałaś w książkach, samotnością, spowodowaną zaniedbaniem uczuć, których rodzice nam nie przekazali, uczuć, które powinny być w naszej głowie, kiedy nam źle, by móc je przywołać i żeby nagle było lepiej. Myślę, że rozumiesz o co mi chodzi. Chciałam zapytać jak z tym sobie radzisz/radziłaś? Kto czy co było w stanie dać Ci namiastkę tej miłości, która została wcześniej zaniedbana.

Ściskam Cię Najdroższa Blondynko. Całuję w czubek czułka. Dotykam pępka na znak sympatii do Ciebie.
Serdecznie pozdrawiam i mam nadzieję do usłyszenia.
Natalia


Natalio,

myslisz pewnie, że odpowiedź na twoje pytanie jest trudna i skomplikowana.

W rzeczywistości jest bardzo prosta. Wystarczy tylko pewna drobna zmiana w Twoim sposobie myslenia.

Kazdy dorosly człowiek jest odpowiedzialny za samego siebie. Wyobraź sobie, że na świecie sa miliony i miliardy ludzi, ktorym rodzice nie dali wystarczająco dużo miłosci i akceptacji, zostawiając w nich wielka pustkę i samotnośc, która czasem atakuje jak dzikie zwierze.

Tacy ludzie cierpia na brak poczucia własnej wartości i szukają w innych ludziach potwierdzenia sensu swojego istnienia. Podświadomie szukając w nich tego, czego nie dostali od rodzicow.

Rozwiązanie tej zagadki i sposob poradzenia sobie w tej sytuacji jest zaskakująco prosty.

Ty sama jesteś dla siebie rodzicami. Ty sama możesz siebie kochać bezwarunkowo i bezgranicznie. Ty sama możesz dac sobie przyjaźń, opiekę, zaufanie. Wtedy nagle poczujesz, że nie jestes sama. Rozumiesz?

Nieważne czego nie dali Ci rodzice. teraz Ty dla siebie możesz byc najbardziej kochającym rodzicem świata i zadbać o siebie, o swoja duszę i o swoje prawdziwe JA, ktore pewnie siedzi gdzieś w kąciku, zapomniane i zaniedbane.

Spróbuj. To łatwiejsze niż się wydaje :)

Droga Pani Beato!
Jestem w trakcie czytania "W dżungli niepewności" i ja sama znalazlam się w tej dżungli.

Mam bulimię dwubiegunową... Nie wiem jak dlugo, bo nie pamiętam już jak to jest bez choroby. Dlugo oklamywalam siebie i bliskich, że jest dobrze. W pewnym momencie już nie mialam sily, bylo widać, że sobie nie radzę. Mialam niedowagę i prawie nie jadlam, oszukiwalam i ranilam tych, którzy próbowali mi pomóc. Trafilam do pewnej pani psycholog, która wydala mi się mila, ale niestety nie umiala mi pomóc. Sprawila, że poczulam się jeszcze gorzej, nie chcialam już niczego. Marzylam o tym, by zasnąć i się nie obudzić. Próbowalam się zabić. Moja mama ma obsesję na punkcie ukrywania, że coś jest "nie tak", więc nawet nie trafilam do szpitala. Mialam do niej żal, ale już się z tym pogodzilam. Rzucilam terapię i nie żaluję tej decyzji, ale nie wiem, czy nie powinnam spróbować u innego psychologa.

W książce przywoluje Pani problem dzieci alkoholików. On mnie dotyczy i wiem o tym od dluższego czasu. Nie mieszkam już z ojcem, ale on nadal ma na mnie jakiś wplyw. Nie umiem być w związku, ranię mężczyzn zanim oni zdążą mnie zranić. Jestem bardzo nieszczęśliwą osobą, choć udaję przed calym światem, że jest inaczej.
Pomocy!
Julia


Julio,

wydaje mi się, że sama znasz odpowiedx na swoje pytanie.

Nie robienie NICZEGO do nikad Cie nie zaprowadzi. Życie tak jak dotąd samo nagle się nie odmieni.

Nie wiem ile zrozumiałas podczas tych wczesniejszych nieudanych terapii, ale prawda jest taka, że Twoim problemem nie jest to jak wyglądasz ani jaka jest twoja mama, tylko to, co sama o sobie myślisz. A przede wszystkim to, że sama siebie nie lubisz i o siebie nie dbasz.

Dobra psychoterapia pozwala odnaleśc Twoje prawdziwe JA. To jest esencja radości i sensu życia.

Gorąco radze Ci znaleźc dobrego psychoterapeutę. nawet jeżeli masz złe doświadczenia z terapią. To jest najszybsza i najbardziej skuteczna droga do tego, żeby byc szczęsliwym człowiekiem.

Bo pomyśl - po co właściwie masz się dalej męczyć z taką sobą, jakiej nie lubisz i nie akceptujesz? Po co masz się czuć jak niepotrzebny smieć na chodniku świata?

Bo najlepsze w tym wszystkim jest to, że to mozna zmienic. Juz teraz jestes osobą, ktorą można kochac i akceptować. Wystarczy jeśli w to uwierzysz. A jeśli nie umiesz uwierzyc w to sama, pomoże Ci w tym psychoterapia.

Monika, bohaterka książki "W dzungli niepewności", ktora broniła się przed jakąkolwiek terapią, w końcu postanowiła spróbowac. Teraz mi pisze, że to jest najlepsza rzecz, jaka kiedykolwiek spotkała ją w zyciu.

Witam, 
Jestem tegoroczna maturzystka. Pisalam juz do Pani jeden list, ale nie otrzymalam zadnej odpowiedzi. Postanowilam, ze sprobuje jeszcze raz. Pasjonuje sie podrozami, fotografia i sportem. Od lat trenuje bieganie, a pozostaly wolny czas spedzam na robieniu zdjec. Marze jednak o prawdziwej podrozy by poznac inna kulture i przezyc niezwykla przygode, cos innego niz typowo "hotelowy" wyjazd.

Pisze do Pani, gdyz czytalam Pani ksiazki, regularnie slucham Pani felietonow w Radio Zet. Nie ukrywam, ze chcialabym kiedys wybrac sie w podroz wlasnie z Pani udzialem, gdyz wiem, ze bylaby to absolutnie niepowtarzalna wyprawa. Mam do Pani takie pytanie: czy w okresie lipiec-pazdziernik planuje Pani wlasnie taki wyjazd, by mozna sie do Pani przylaczyc?

Z gory dziekuje i pozdrawiam,
Ewa


Witaj, Ewo,

Oficjalnie nie oglosiłam jeszcze tej informacji, ale w tajemnicy powiem Ci, że prawdopodobnie w tym roku zorganizuję kilka wypraw, na które będzie można sie zapisac. Wsród tych wypraw będzie m.in. dzungla amazonska w listopadzie oraz Himalaje w kwietniu. Ale prawdopodobnie bedzie też wyprawa we wrzesniu, na razie nie moge powiedziec dokąd. Jak tylko dostanę potwierdzenie realizacji pewnego projektu, nad ktorym obecnie pracuję, informacje o dodatkowych wypraw pojawią się na mojej stronie internetowej,

Wczoraj dostałam od przyjaciółki "W dżungli niepewności" - przeczytałam jednym tchem. Czytałam i myślałam: "to o mnie" albo "o Boże, jaka nuda! jak można być tak autodestrukcyjnym!" - chociaż zdawałam sobie sprawę, że to dalej o mnie. To straszne, jak bardzo można wkręcić się w spiralę niepewności, strachu, niczym (?) nieuzasadnionego poczucia winy i wstydu.

Upewniłam się, że bardzo potrzebuję terapii (chodzę już od kwietnia) i że kolejnym krokiem do lepszego życia jest odnalezienie marzeń i rozwijanie pasji. Szamanko, jeżeli to możliwe to napisz jak je odnajdywać. Myślę, że wiele osób zgubiło marzenia w swoich dżunglach i dlatego tak cholernie trudno jest im żyć. I żyć z nimi, bo są nieszczęśliwi, niepewni siebie, niespełnieni, więc na wszelki wypadek atakują innych, niszcząc przy okazji ich marzenia :(
Mam nadzieję, że Cię nie zanudzę, ale bardzo chcę się z Tobą podzielić właśnie moimi tropami w poszukiwaniu marzeń. Staram się przypomnieć sobie co było dla mnie ważne w dzieciństwie. Co lubiłam robić i o czym wtedy marzyłam.

1. Zawsze ważne były dla mnie kolory;
2. Chciałam jeździć po świecie (głównie po Europie), mieszkać w różnych miastach i pisać;
3. Konie - pamiętam, że od zawsze chciałam nauczyć się obchodzić z tymi zwierzętami, opiekować się nimi, dosiadać. Spróbowałam tego pół roku temu i dalej wiem, że to jest TO. Niestety nie potrafię przeskoczyć problemu pieniędzy;
4. Woda - zawsze się do niej rwałam. Nie umiem pływać zbyt szybko ani stylowo, ale w ogóle nie boję się i jestem w stanie długo utrzymać się na powierzchni. Moje marzenie to kurs nurkowania;
5. Gotowanie - zawsze mi jakoś wychodziło, zawsze byłam jakoś blisko i chyba nigdy mi nie przeszkadzało ani odrzucało, jak niektórych. Dzięki temu mój weganizm nabiera rumieńców ;)
6. Czytanie.

Na razie tyle, ale uważam, że znalezienie sześciu rzeczy, które są dla mnie ważne i które mogę rozwijać, bo już sobie o nich przypomniałam to i tak sporo :)

Druga sprawa, która mnie intryguje, to Twój stosunek do swojego ciała. Na zdjęciach widać, że je lubisz, nie wstydzisz się go odsłaniać, pokazywać w różnych sytuacjach, że na nic nie jesteś "za stara", "za gruba", "za chuda", "za jakaś tam". Widać młodą, pewną siebie i piękną kobietę, która ma własne życie i nie boi się opinii innych. Masz jakiś pomysł co zrobić, żeby przeżyć w dżungli, w której atakują toniewypada, jesteśzastara, dorośnijwreszcie, toniedlaciebie, todlamłodych itp. Ja mam 35 lat. Od trzech znowu o siebie walczę, mam pomysły na wyrażanie siebie ale często brakuje mi odwagi. Co prawda już nie słyszę tych słów, ale przez wiele lat ludzie, którym zależało na tym, abym to ja przejęła za nich odpowiedzialność i opiekę nad nimi a nie mogła zająć się własnym życiem, tak je we mnie powbijali, że ciągle tkwią w moim sercu, duszą i blokują :(

Dziękuję, że jesteś. Już bardzo mi pomogłaś swoimi książkami, odwagą i mówieniu o potrzebie marzeń i realizowaniu pasji.
Pozdrawiam :)
Kropka


Kropko, ponieważ chodzisz już na terapię, to doskonale wiesz, że jej zadaniem jest właśnie usunięcie tej blokady, o której piszesz. Wyzdrowienie to osiągnięcie takiego stanu, kiedy jesteś w stanie bez strachu myśleć o sobie samej. Dlatego że lubisz siebie i chcesz dla siebie zrobić wszystko, co najlepsze.

Wiem jak to jest kiedy życie pozbawia cię poczucia własnej wartości.

Ale tak jak napisałam w książce „W dżungli niepewności”, brak poczucia własnej wartości nie oznacza, że tej wartości brak, tylko to, że człowiek nie jest w stanie jej dostrzec. Jest jak właściciel bogatego, luksusowego sklepu, który siedzi z zaślepkami na oczach i panicznie powtarza, że „nic nie ma”. Wystarczy zdjąć te zaślepki, żeby odkryć swoja wartość i w nią uwierzyć.

A wtedy wszystko staje się łatwe. Jeśli lubisz siebie, to możesz kształtować swoje ciało i swój charakter. Jeśli robisz to z przyjaźnią i z miłością do samej siebie, to szybko osiągasz rezultaty i lubisz to kim jesteś i jaka jesteś. I zupełnie spokojnie pozwalasz innym ludziom gadać co tylko chcą.

Wtedy też przychodzi przeznaczenie – czyli to, co w hinduizmie nazywa się dharma – i Twoja pasja sama Cię znajduje.

Wszystko dzieje się samo jeśli tylko odnajdziesz harmonię i przyjaźń z samą sobą. I tego Ci życzę :)

Droga Beato,

moja przygoda "z Tobą" zaczęła się jeszcze w liceum. Kiedy to wyczekiwałam audycji w Radiu Zet "świat według blondynki" Siedziałam przy biurku robiąc lekcje, a mój kot gryzł mi ołówki albo wygrzewał się pod lampką, hehehe

W listopadzie zeszłego roku dostałam na urodziny "Blondynkę na czarnym lądzie" - przeczytałam jednym tchem. SUPER KSIĄŻKA:)) Jak również "Agnes w Wenecji" - to prawda przewrotna, hehehe ale bardzo przyjemna. Następnie "w dżungli miłości" - pochłonęła mnie do reszty.... a przede wszystkim OTWORZYŁAŚ MI OCZY.... DZIĘKI TOBIE zrozumiałam dotychczasowe zachowanie mojej mamy. DZIĘKUJĘ CI:))) Okazało się że moja mama jest DDA. Szkoda, bo ona nie da sobie pomoc, ale wpadłam na pomysł sprezentowania jej książki "w dżungli miłości"

Zastanawiam się, czy jeśli moja mama jest DDA to czy ja też mogę taka być??? Jak myślisz? Chodź z jednej strony wydaje mi się że to zależy ode mnie jak nad sobą pracuję. A staram się każdego dnia. Stawianie celów każdego dnia jest naprawdę ważne, ale czasami odzywa się we mnie ten leniwiec, którego nie lubię i mówi cicho "odłóż to na później" czasami ulegam ale staram się z nim walczyć. - Książka pod każdym względem jest rewelacyjna. Dziękuję i gratuluję:))
To co napiszę wyda Ci się pewnie dziwne, ale czytam obecnie "w dżungli niepewności" i czuję jak byśmy się znały od lat, czuję jakąś więź. Może dlatego iż jest ona napisana w inny - bardzo fajny sposób - rozmowy.

Marzy mi się wyprawa w dżunglę amazońską, ale to może w przyszłym roku:))) W tym roku mamy 4 wesela o oby żadnego pogrzebu i 2 imprezy przyjęcinowe -chrześniaków. Także wydatków sporo na ten rok. Ale jestem dobrej myśli:))) bo tak trzeba inaczej człowiek dostałby do głowy, hehehe Podpuszczam mojego męża że może być to prezent na moje 30-te urodziny, chodź co prawda są w tym roku to prezent może być w przyszłym, hehe:)
Dzięki Twoim książkom przejrzałam na oczy, otworzyły mi się drzwi do samej siebie. Dziękuję Ci.

jeśli Cię znudziłam to przepraszam i zignoruj tego maila. Jeśli jest inaczej będzie mi niezmiernie miło otrzymać ripostę od Ciebie:)))))
pozdrawiam ciepło w te mroźne dni i noce,
Kasia


Kasiu, witaj, myślę, że najważniejsza jest świadomość tego kim się jest i tego kim się chce być. Więc nawet jeśli Twoja Mama jest DDA, to Ty wcale nie musisz podążać jej śladem – właśnie dlatego, że świadomie możesz zrobić dla siebie to wszystko, czego ona jako DDA być może nie dostrzega. Zamiast więc miotać się między ludźmi, starając się zrobić wszystko, żeby ich zadowolić – co jedną z typowych cech DDA – możesz zatrzymać się i powiedzieć: „Zaraz, ale dlaczego ja mam żyć dla innych ludzi i spełniać ich oczekiwania? Ja chcę spełniać moje marzenia i swoje własne oczekiwania, a to co powiedzą na ten temat inni ludzie, to jest ich problem, a nie mój.”

Życzę Ci oswojenia leniwca i przyuczenia go do działania na twoja korzyść :) I mam nadzieję, że spotkamy się w dżungli amazońskiej :)

Szanowna Pani Beato,
pisze do Pani z ogromną prośbą. Otóż poszukuję książek na temat kontrowersyjnych artystów czasów współczesnych. Przyjaciółka mi opowiadała jak podczas jednego z Pani programów wspomniała Pani o książce którą napisała żona Pabla Picassa, lecz niestety nie jest w stanie mi powiedzieć nic więcej.

Byłbym dozgonnie wdzięczny jeśli podałaby mi Pani tytuł tej książki oraz informację która z żon Pabla Picassa te książkę napisała.

Pozdrawiam, Adam


Panie Adamie, witam,
Opowiadałam wtedy o książce „Life with Picasso”, która napisała jego zona, Francois Gilot. Nie wiem czy ta książka ukazała się po polsku.

Polecam też Panu inna fascynującą książkę o tym artyście, która pokazuje go z niesamowitej strony: „Picasso – Creator and Destroyer”, napisana przez Ariannę Stassinopoulos Huffington. To fascynująca lektura, ale pokazuje Picassa z takiej strony, że trudno się z nim potem zaprzyjaźnić :)

Już chyba powinnam powiedzieć dzień dobry!

Właśnie przerwałam lekturę W dżungli życia na dwieście sześćdziesiątej pierwszej stronie. Dlaczego? Bo nagle mnie olśniło! Już wcześniej wspominała Pani o tym, że dzięki pisaniu przy muzyce odkrywała Pani inne światy. Bardzo mnie ten wątek zainteresował, bo mam dokładnie to samo (głownie chodzi o malarstwo, ale czasem również piszę bajki)! Więc czytałam dalej, aż właśnie do tej najważniejszej dla mnie strony.

Już jako dziecko słuchając muzyki widziałam niesamowite obrazy, których strasznie się bałam. Zrobiłam wywiad wśród innych dzieci i okazało się, że nie wiedziały o co mi chodzi. Przeraziłam się jeszcze bardziej, ponieważ byłam przekonana, że muszę być chyba jakimś wariatem! Z biegiem czasu, kiedy słuchałam muzyki zaczęłam te wizje przelewać na papier. Pomagało mi to bardzo. Ale w szkole uważana byłam za dziwaczkę, która słucha innej muzyki, ubiera się inaczej, nosi inne fryzury. Miałam wtedy włosy do ramion. Pewnego dnia, w ramach manifestu, zgoliłam sobie na łyso pół głowy. Chciano wyrzuć mnie z gimnazjum, ale uratowała mnie wtedy moja wychowawczyni, która stwierdziła, że jestem na prawdę utalentowaną osobą. Chyba we mnie cicho wierzyła. Po ukończeniu gimnazjum dostałam się do Liceum Plastycznego, co było spełnieniem moich marzeń. "W końcu spotkam takich jak ja!"- myślałam sobie wtedy. Malowałam jak szalona.

Ale konfrontacja z rzeczywistością przygniotła mnie bardzo. Pierwsze moje załamanie miało miejsce, kiedy zdałam sobie sprawę, że w mojej klasie jest chora rywalizacja o to, kto lepiej maluje czy rysuje. Nie mogłam tego zrozumieć i do tej pory nie rozumiem. Zawiść ludzka mnie dobijała. Popadłam w straszny dołek psychiczny i nie chciałam nawet patrzeć na farby, bo kojarzyły mi się z tymi wszystkimi zawistnymi ludźmi, oraz nauczycielami, którzy zamiast uczyć, manieryzowali uczniów i budowali z nich maszyny do tworzenia a nie indywidualistów. Drugą rzeczą, która sprawiła, że przestałam wierzyć w świat był fakt, że kiedy przynosiłam na zajęcia moje prace tworzone właśnie za pomocą muzyki, moi rówieśnicy mówili:"O kurde! Co ty Magda bierzesz za dragi, że masz takie pokręcone filmy!"

Było mi wtedy smutno i kiedy tłumaczyłam im, że to pojawia się w mojej głowie, kiedy słucham muzyki, to wszyscy nie mogli mi uwierzyć i pytali się, czy znam jakiegoś dobrego dilera. A znać muszę. Przestałam wtedy wierzyć w ludzką wyobraźnię i już poważnie zaczęłam się zastanawiam nad tym, czy nie pójść do lekarza, bo może mam objawy schizofrenii. Po dwóch latach męki przeniosłam się do Prywatnego Liceum Plastycznego, gdzie poznałam cudownego i mądrego nauczyciela malarstwa, który rozbudził we mnie miłość do farb, kolorów. Już nie patrzyłam z obrzydzeniem na pędzle. Zostawałam po zajęciach w pracowni, żeby coś namalować. Wtedy też dostałam prace jako barmanka w klubie. Pracowałam na weekendy, żeby jakoś odciążyć rodziców od kosztów.

Problem polegał na tym, że tak na prawdę po kilkunastu godzinach pracy nie miałam siły na nic. Poniedziałek był dniem wyciętym z kalendarza. Narobiłam sobie zaległości w szkole. Kiedy moi rówieśnicy w sobotę mieli czas na odrobienie lekcji i zrealizowanie projektów na zajęcia plastyczne a potem wyjście na imprezę, to ja dopiero budziłam się do życia, robiłam makijaż i ruszałam do pracy. A potem, o drugiej nad ranem widziałam ich, jak przychodzili do "mojej knajpy" i bawili się do rana. Więc wszystkie problemy i smutki zaczęłam zalewać alkoholem w pracy. Jedyne co mi pozostało to malarstwo i tego się trzymałam. Przyzwyczaiłam się do tego, że mam wizje. Nie mówiłam o nich już nikomu. To była moja tajemnica. Po długim okresie pozbierałam się, nadrobiłam zaległości i skończyłam szkołę z dobrym winikiem. Oprócz matury... Za którą chcę się porządnie wziąść, ale boję sie matematyki, którą będę musiała pisać w przyszłym roku.

Chciała Pani podziękować za dwieście sześćdziesiątą stronę W dżungli życia. Dzięki Pani wiem co to jest icaro. Dzięki temu nie czuję się obco na tym świecie. I wiem na pewno, że nie jestem wariatką. NIe wiem co napisać, brak mi liter na klawiaturze, która i tak już jest zalana łzami wzruszenia.

Po prostu dziękuję...

Życzę miłego dnia:) bo niebawem już przecież Słońce się obudzi.


Pani Magdo! Nie wiem czy wierzy Pani w przeznaczenie albo to co hinduiści nazywają dharmą, ale jedno jest dla mnie pewne: Każdy człowiek ma tu na Ziemi zadanie do wypełnienia.

Może nie zdawać sobie z tego sprawy, ale Los prowadzi go dokładnie tam, gdzie powinien dotrzeć, podsuwając po drodze rozmaite podpowiedzi, talenty, umiejętności i odkrycia. Jeśli ktoś potrafi wsłuchać się w swoje przeznaczenie, odnajdzie w życiu spokój, spełnienie i radość. Wiem też, że największą przeszkodą do osiągnięcia celu jest porównywanie siebie do innych ludzi oraz wyciąganie z ich słów lub zachowań wniosków dotyczących oceny samego siebie.

Krótko mówiąc: trzeba robić swoje, nie przejmując się tym co mówią i robią inni ludzie. Ma Pani w sobie magię, która Panią zaprowadzi do celu. Jest Pani trochę „inna”, bo już Pani odkryła swoją niezwykłość. Więc staną na pani drodze ludzie, którzy będą zazdrośni i źle życzący, ale jeśli uwierzy Pani w siebie, nic Pani nie zatrzyma. Niech Pani szuka swojego szczęścia i niech Pani dba o siebie. Proszę się odezwać czasem, jestem ciekawa czy uda się Pani odnaleźć swoje przeznaczenie. Serdecznie pozdrawiam, życzę siły i mądrości :)

Witam Pani Beato!

Mam na imię Boguśka , i mam bardzo poważne pytanie, mianowicie
chciałabym wprowadzić w dietę odchudzającą Yerba Mate.W związku w tym ,
że na rynku jest wiele wyboru ( oglądałam na allegro), wolałabym spytać
i poradzić sie doświadczonego eksperta jakim jest Pani - Pani
Beato.Jeśli jest to możliwe prosiłabym o poradę, którą powinnam wybrac
dla siebie a jaką dla męża( od długich lat leczy sie na kamicę
nerkową).Dziękuję i pozdrawiam :)


Pani Bogusiu, dzień dobry,

gatunki yerba mate różnią się między sobą głównie krajem pochodzenia, nazwą, smakiem oraz ewentualnymi dodatkami. Jest też yerba mate organiczna, czyli produkowana pod specjalnym nadzorem, co może sugerować, że jest najczystsza i na pewno nie skażona żadnymi chemikaliami. A jeśli chodzi o smak i moc yerba mate, myślę, że sama Pani powinna wypróbować kilka róznych i stwierdzić która Pani najbardziej pasuje.

Ja lubię Amandę, Pajarito i La Oracion, ale inne tez mi smakują, szczególnie yerba mate z dodatkiem pomarańczy.

Radziłabym Pani jednak skonsultować się z lekarzem i zapytać czy pani mąż może bezpiecznie pić yerba mate. Mam nadzieję, że już to Pani zrobiła :)

Więcej informacji oraz link do mojego ulubionego dostawcy yerba mate, który sprowadza ja wprost z Argentyny, znajdzie Pani tu: http://www.beatapawlikowska.com/kitchen,list,0,0,4.html

Witam Panią bardzo serdecznie ...Piszę zachęcona pani podanym adresem .Powiem tak - przeczytałam jednym tchem obie Pani książki w Dzungli życia i Dżungli miłości .I jestem po prostu zachwycona.Od lat przemyka mi Pani gdzieś tam w telewizji i od lat budzi miłe zaskoczenie .Co za cudowna osoba, kobieta , dziewczyna Skąd wzięło się u mnie zainteresowanie Pani ksiązkami.Przypadek zadecydował o tym.Chciałam zrobić prezent mojej Przyjaciółce trzydziestoparoletniej  kobiecie po przejściach,uwielbiającej czytać, pisać Kobiecie ,która ma wiele pasji m innymi  jeździ wyczynowo na rowerze.Kupiłam jej Pani ostatnią Książke.W dżungli niepewności Listy do M Wysłałam to z dedykacją ,że dla Kobiety z pasją o Kobiecie z pasją .

Trochę bałam się ,że nie spodoba się jej ta lektura bo czyta zupełnie inne książki m, innymi Olgę Tokarczuk.Jakież było moje zaskoczenie gdy mi napisała ,że to cudowna książka ,że świetnie się ją czyta.To mnie sprowadziło na Pani stronę w internecie .Bo niestety do tej pory nie znałam innych  Pani książek .

Krótko mówiąc  jestem powalona ! Zachwycona, porażona . W tej chwili decyduję się na kupienie następnych Pani Książek.
Po pierwsze podziwiam Panią za pasję i radość z jaką Pani pisze i działa i to w tylu dziedzinach..Czytając obie książki czułam się tak jakbym była na jakiś cudownych warsztatach terapeutycznych.Jakbym brała udział w jakiś sesjach.Zadawałam sobie pytanie skąd Pani to wie, skąd tyle wiadomości . W innym momencie podziwiałam Panią za odwagę podróżowania w sposób niezorganizowany,bez oparcia sztabu osób, biur .Mi się to po prostu w głowie nie mieści .Jestem strasznym tchórzem! 

Czytając  fragmenty o uzależnieniach przeraziłam się ,że uzależniony jest mój Syn ,choć pije okazjonalnie .Przeraziłam sie losem jego Rodziny.Miałam ochotę wezwać go sprać, nawrzeszczeć na niego no i zmusić do przeczytania tej książki.Czytając o złości myślałam o Córce ,której zawalił się kolejny raz świat po rozstaniu z Partnerem .Pomyślałam ,że Ona ma problem z atakami złości , z  opanowywaniem  złości.Czytając o sposobach zdobywania poczucia własnej wartości myślałam o sobie , o swoich kompleksach i przegranych w życiu. Jednym słowem dawno nie poruszyła mnie tak mocno książka jak w Pani przypadku. Już dawno nie wracałam tak chętnie do niektórych jej rozdziałów. Oczywiście Córce, Przyjaciółkom natychmiast poleciłam te lektury .

Pani Beato , przepraszam za poufałość ale mój wiek daje mi prawo do niej ! Mam 60 lat, wiele za sobą.Wiele pasji, wiele marzeń niespełnionych i poczucie ,że już się nigdy nie spełnią. Przy okazji lektury Pani Książek zastanawiałam się nad sobą .Nad tym jakie ja mam pasje i doszłam do wniosku ,że moją niewątpliwą  pasją są moje Wnuki ..11 letni Bartek , półtoraroczny Franek i pewnie będzie malutki Antek. Wszystkie sa wyjątkowe, wspaniałe .,nadzwyczaj mądre. Moją pasją jest muzyka... jak ją kiedyś określił Wnuk Bartek taka dziwna jazzowo-Stingowa ... moją pasją jest rozmawianie z ludźmi ,wysłuchiwanie ich, wspieranie .Mam cudownych znajomych-przyjaciół w gronie zupełnie szczególnym bo w gronie ludzi zrzeszonych w Stowarzyszeniu na rzecz osób z chorobą Huntingtona ...Mam chorego Męża na tę chorobę i stąd te przyjaźnie. Nie mam niestety pasji do sprzątania, gotowania ..ale oczywiście muszę to robić na codzień...Wolę wsiąść w autobus PKS i pojechać po raz kolejny do Krakowa by tam pobyć i tyle !

Czytając Pani obie książki często myślałam skąd Pani ma tyle czasu i sił by tak intensywnie życ.Wczoraj oglądałam Pania w telewizji, dziś słyszałam w Radiu ZetA w między czasie organizuje Pani pewnie następną wyprawę .Obie książki sa bardzo mądre,pełne wiedzy.ale też radości.Są szczere, autentyczne no i jeszcze jeden szczegół mają książki mają przepiekne ilustracje .Rysuneczki są urocze, dowcipne.Przypominają mi sposobem postrzegania i wyrazu Andrzeja Tylkowskiego ,którego kartki , kalendarze po prostu uwielbiam.Żałuję tylko ,że zdjęcia nie są kolorowe w obu książkach...
Pani Beato dziękuję i życzę wielu sił i zdrowia by napisać następne cudowne książki przewodniki życia ! Elżbieta


Pani Elżbieto, dzień dobry :) Cieszę się, że spontanicznie napisała Pani do mnie maila. Ja tak samo spontanicznie napisałam książki, o których pani wspomina. Chciałam podzielić się tym, co wydaje mi się ważne, a co sama odkryłam dla siebie, dzięki czemu moje życie stało się lepsze. Jestem przekonana o tym, że każdy sam może przeorganizować swoje życie tak, żeby odnaleźć w nim wszystko, czego potrzebuje. Ja tak właśnie staram się robić. Więc jeśli Pani pyta skąd mam czas na zajmowanie się różnymi rzeczami, odpowiem, że robie tylko to, co mnie pasjonuje i sprawia mi ogromna radość, więc znalezienie na to czasu nie jest problemem :) Poza tym działam zgodnie z zasadą priorytetu, więc najważniejszymi dla rzeczami zajmuje się w pierwszej kolejności i dlatego piszę kolejne książki, pojawiam się w radiu i w telewizji.
Serdecznie Panią pozdrawiam i życzę wszystkiego najlepszego

Droga Pani Beato!!!

Piszę do Pani ponieważ zaczęło się to tak.Oglądając parę lat temu jak dobrze pamiętam TVP 2 leciał jakiś program w stylu jak mieszkają gwiazdy czy coś takiego.Szczerze!!!! w ogóle mnie to nie interesowało po prostu leciało!!! ale w pewnej chwili przykuły moją uwagę gadżety... jak się później okazało w Pani mieszkaniu i w tym momencie zaczęłam się zastanawiać (Kto to w ogóle jest?,skąd ma takie fajne gadżety?)

Program się zakończył ,więc poszłam do internetu zerknąć Kim Pani jest ?okazało się ,że podróżniczką!!!! Myślałam sobie No i super ale po co mi to było wiedzieć przecież to w ogóle mnie nie interesuje ja mam tu swój świat znajomych z którymi brałam narkotyki i piłam alkohol, Panią dyrektor z gimnazjum ,która już mnie spisała na straty i czeka aż mi w końcu ośrodek jakiś wychowawczy przydzielą bo już nie mogą znieść mojego zachowania w szkole. Ja zawsze agresywna, zbuntowana nastolatka pijąca alkohol i biorąca narkotyki czytam o jakiejś babie, która tylko sobie jeździ po świecie bo ma dużo kasy i wszystko gdzieś.I tak cały czas o Pani myślałam!!!!!!!!!!! Kiedy moja u wczesna Pani Dyrektor gimnazjum postawiła na swoim i powiedziała ,,Monika musi się leczyć z uzależnienia w Poradni MONAR inaczej nie ma prawa przebywać w szkole!"

Oczywiście moja reakcja była prosta mam ją w d....! niech się sama leczy ja nie mam z czego nigdzie nie pójdę!Jednak uległam i poszłam myślałam sobie co mi szkodzi już niedługo kończę tę budę i będę robić dalej to co mi się podoba...I tak jak chciałam było zakończyłam naukę w Gimnazjum, do poradni chodziłam ale się nie leczyłam bo nie miałam zamiaru przecież jak by to wyglądało! Moi znajomi już ze mnie żarty sobie robili mówiąć mi,,Mózg Ci wypiorą jak tam będziesz dalej chodzić’’ itd.

Tylko,że mi się jakoś zaczęło tam podobać poznałam nowych ludzi,robiłam coś innego niż zawsze... ale to nie wystarczyło,żeby przestać brać bardzo mi zależało,żebym dostać się do Liceum mimo mojej nie wiary dostałam się i miało być fajnie...tłumaczyłam sobie,że w tej szkole musi być inaczej będę normalna nie będę pyskować nauczycielom,będę się lepiej uczyć a przede wszystkim nie będę brać narkotyków...moja wiara była za mała!!!!!!!!!!!! pyskowałam nauczycielom nawet tym ,którzy jeszcze we mnie wierzyli,brałam narkotyki, piłam alkohol ,paliłam papierosy... później przestałam chodzić do szkoły mimo to,że mi zależało aby ją skończyć.....Jakoś się na chwilę ogarnęłam bo nadal chodziłam do Monaru...

Znów przyszedł moment iż nie dawałam rady !...W Liceum dostawałam od byłej Pani Dyrektor bardzo dużo szansa bym się zmienił ... wysłali mnie do ośrodka uciekłam... pozwoliła mi wrócić do szkoły i jakoś tam chodziłam a zwłaszcza na j.polski od kiedy zmieniła nam się nauczycielka nawet zaczęłam się trochę więcej uczyć.Bardzo lubiłam Panią od polskiego bo miała super podejście do uczniów i umiała nas wszystkich mobilizować do słuchania na jej lekcjach.

Podczas jednej z lekcji polskiego weszliśmy na temat podróżowania i podróżników zapytałam Panią od polskiego ,,czy zna Panią Beatę Pawlikowską?’’ i czy może powiedzieć coś więcej o Pani?....opowiadała o książkach ,które Pani wtedy napisała...były to bardzo ciepłe słowa na temat Pani zaczęło mnie to bardziej interesować...ale wstydziłam się iść i kupić sobie książkę w księgarni Beaty Pawlikowskiej myślałam sobie ,, wszyscy będą jakoś na mnie dziwnie patrzeć ,że taka osoba jak ja kupuję taką książkę’’...i nie kupiłam żadnej....To był ten moment kiedy bardziej zaczęłam się interesować Pani życiorysem i powoli zmieniałam zdanie,, a może rzeczywiście Pani podróżuje z innego powodu!!!!!!!!!!!!!’’....

Po przyłapaniu mnie wraz z koleżankami w ubikacji szkolnej(Liceum) na paleniu marihuany moja nowa Pani dyrektor dała mi jedyną ostateczną szanse na leczenie w ośrodku, w przeciwnym razie jak nie skorzystam z szansy to mnie wyrzucą ze szkoły a przypominam,że cały czas mi na niej zależało ,więc znów się zgodziłam...pojechałam...

To był przełomowy dla mnie moment kiedy zaczęłam czytać Pani książkę w ,,Dżungli życia,, uświadomiłam sobie ,że nie chce na prawdę robić tak jak robiłam do tej pory...postanowiłam wyjechać z ośrodka bardzo szybko wszyscy mi to odradzali ,że znów wrócę jak nie do tego ośrodka to do innego itd...ale ja czułam,że mogę jeszcze niektóre rzeczy naprawić mimo to ,że mnie wyrzucą ze szkoły ...znajdę inną ,skończę ją będę się leczyć w moim mieście(Poznań) w poradni!! nie w ośrodku zamknięta!....

Dopiero wtedy przy pomocy wielu życzliwych mi ludzi i tej właśnie książki którą Pani napisała zaczęłam myśleć inaczej przecież nie jestem sama na świecie jest mnóstwo ludzi ,którzy mają podobne problemy i może nigdy nie dostaną od nikogo szansy aby z tego wyjść a ja dostałam kolejną szanse i nie nie mogę znów jej zmarnować....Po przeczytaniu Pani książek całkowicie zmieniłam podejście do Pani... Jest Pani THE BEST!!!!!!!!!!!!!!!!!

W tej chwili leci mi już prawie 3 rok od kiedy nie biorę narkotyków i dobrze się z tym czuję mimo tylu stoczonych walk !!!!....Ogólnie nie jestem dobra w pisaniu ,więc proszę szczególnie nie zwracać na niektóre rzeczy uwagi .Moje chaotyczne pisanie związane jest z ilością myśli ,które chciałam przekazać w tym mailu :)

Mam na dzieję ,że mój przekaz jest w miarę zrozumiał i kiedyś doczeka się przeczytania a jeśli nie to nic się nie stanie bo ja się chociaż trochę podzieliłam ze sobą gdy to pisałam swoimi myślami he he he

Bardzo się cieszę ,że napisała Pani tę książkę i wiele innych ,które też mam i czytam( właśnie jestem w trakcie czytania ,,W Dżungli niepewności,,) i mam nadzieję,że trafią też do rąk takich nastoletnich zbuntowanych ludzi,którzy boją się pokazać,że umieją czytać a nawet więcej rozumieć a następnie przełożyć na swoje życie jeśli będą tego potrzebować

Pozdrawiam Serdecznie z drugiego serca Polski m.c!


Droga m.c. :)

Nawet nie wiesz jak się cieszę, że wyszłaś na prostą, bo wiesz tak samo dobrze jak ja, że nie ma nic fajniejszego pod słońcem niż być SOBĄ. Bez żadnych uzależniających różowych okularów takich jak narkotyki czy alkohol, które praktycznie nie dają niczego dobrego, a tylko usidlają coraz bardziej człowieka, zaplątując go w pajęczą sieć niemocy, bezradności i rozpaczy.

Jak by powiedział jeden mój znajomy – jesteś zuch dziewczyna!

Niełatwo jest wyplatać się z takiego uzależnienia, ale teraz wreszcie wszystko, co dobre na świecie, jest w zasięgu Twoich ramion. Będę trzymała kciuki za Ciebie – żebyś poszła dobrą drogą, odnalazła całą siebie, polubiła siebie i zdobyła w życiu to wszystko, co sobie wymarzysz. Idziesz dobrą drogą. Zabierz ze sobą nadzieję, wiarę w dobro i pozytywne nastawienie do świata – a na pewno dotrzesz do celu. Ściskam Cię serdecznie

Droga Pani Beato!
Uwielbiam czytać Pani opowieści z róznych krajów, są zazwyczaj opatrzone swietnymi zdjęciami.Bardzo często wykorzystuje je do pracy uczniami podczas lekcji przyrody.Są swietną pomocą dydaktyczną. Rozczytałem swoich uczniów w Pani ksiązkach, niektóre fragmenty traktuje jako lekturę obowiazkową.Często wchodzimy na oliwkowo aby oglądać świat i podzielać Pani wrazenia z odbytych podróży.Bardzo cieszy mnie to, że widzę u dzieciaków zachwyt Pani postawą zyciową dążeniem do wytyczonego celu.Pani wspomnienia o lekcjach geografii w Blondynce w dzungli zycia skłoniły mnie do refleksji czy rzeczywiście ważne jest obliczanie amplitud i średnich temperatur, rozczytywanie diagrmów kołowych, słupkowych i innych danych statystycznych kiedy Świat jest tak piękny. Największym moim marzeniem jest to aby Pani kiedys odwiedziała Podkarpacie i abym mógł wraz ze swoimi wychowankami uczestniczyć w spotkaniu z Panią.

Pracuję w Łańcucie, miasteczku znanym przede wszystkim z pięknego zamku,  parku, powozowni . Może moje marzenia tez się kiedyś spełnią i 150 moich uczniów rozczytanych i rozsłuchanych w Pani audycjach radiowych zobaczy Panią na żywo.Czas upływa szybko mam juz 27 lat pracy i jeszcze nigdy wcześniej nie udało mi się tak zafascynować moich podopiecznych ksiązkami podróżniczymi.Jestem Pani wdzięczny za ogromną pomoc w mojej pracy zawodowej.Trudno w to uwierzyć ale jeszcze jako dwudziestoparolatek słuchałem w tójce czytanej przed lista przebojów Marka Niedźwieckiego fragmentów Pani książki, której tytułu już nie pamiętam.Później zniknęła mi Pani z mojego życia po to aby odrodzic sie na nowo w Drzewie podróznika. Tak, poprzez audycję Drzewo podróżnika w radiu Baobabab Jana Chojnackiego powróciła Pani do mnie.Jestem także wielbicielem muzyki wszelakiej rocka, bluesa, dobrego popu. I tak jak Pani z wypiekami na  jako 13 letni chłopiec oglądałem w  listopadzie 1976 roku relacje z pobytu Abby w Polsce.( Nie byłem wtedy w kąpieli jak Pani, czekałem od wielu godzi n na ten program)Bardzo załuje, że nie udało mi się w 2008 roku  wybrać do Krakowa na Targi Książki. ciągle mam nadzieję, że może kiedyś pojawi sie Pani w Rzeszowie i będę mógł z moimi wychowankami się z  Panią spotkać.Zyczę Pani dużo zdrowia, udanych podróży a sobie życzę aby  napisała Pani dla "mnie" jeszcze   wiele  książek.
                                                                                              Andrzej


Panie Andrzeju, po takim liście nie pozostaje mi nic innego jak natychmiast wybrać się do Rzeszowa :) Szkoda tylko, że to tak daleko od Warszawy, bo prawdę mówiąc z mojej perspektywy Rzeszów jest równie daleko jak Madagaskar :)

Ale skoro umiem dotrzeć na wyspę na Oceanie Indyjskim, to i do Rzeszowa lub/i Łańcuta w końcu trafię :) Może na wiosnę, kiedy ukaże się moja najnowsza książka?

Na razie proszę przekazać swoim uczniom moje gorące, tropikalne pozdrowienia oraz zaproszenie do wzięcia udziału w konkursie, który mógłby Pan ogłosić na swoich lekcjach. Chętnie przyślę kilka moich książek ze specjalnymi dedykacjami jako nagrody dla zwycięzców. Proszę o podanie adresu, na który mogę je wysłać, serdecznie pozdrawiam :)


Powrót